Prawidłowe działanie to powtórna pasteryzacja mleka, bo krytyczny limit 90°C nie został osiągnięty – odczyt 87°C oznacza realne ryzyko, że proces nie zapewnił wymaganej redukcji mikroorganizmów. W systemach HACCP krytyczny limit to granica, poniżej której produkt uznaje się za potencjalnie niebezpieczny i trzeba wdrożyć działanie korygujące. W tym przypadku takim działaniem jest właśnie ponowne przeprowadzenie pasteryzacji zgodnie z ustalonym parametrem czasu i temperatury (np. 90°C przez określony czas, zależnie od instrukcji technologicznej zakładu). Moim zdaniem kluczowe jest tu myślenie kategoriami bezpieczeństwa żywności, a nie tylko „prawie się udało”. Te 3°C różnicy mogą oznaczać, że część bakterii chorobotwórczych lub przetrwalnikujących nie została unieszkodliwiona w wystarczającym stopniu. W praktyce zakładowej operator powinien: zatrzymać partię, odnotować zdarzenie w dokumentacji (karta CCP, raport z odchylenia), poinformować przełożonego lub technologa i skierować mleko do ponownej pasteryzacji. Tak uczą dobre praktyki produkcyjne (GMP) i systemy oparte na HACCP: jeśli krytyczny limit nie jest spełniony, produkt nie może być traktowany jak pełnowartościowy i dopuszczony do obrotu. W wielu mleczarniach stosuje się dodatkowo automatyczne systemy rejestracji temperatury, które przy takim odchyleniu automatycznie zawracają mleko do zbiornika surowcowego, właśnie po to, żeby można było przeprowadzić proces jeszcze raz, ale już poprawnie. To pokazuje, że powtórna pasteryzacja to nie „fanaberia”, tylko standardowa, zaplanowana procedura korygująca.
Sytuacja, w której temperatura pasteryzacji mleka nie osiąga krytycznego limitu 90°C i zatrzymuje się na poziomie 87°C, jest klasycznym przykładem odchylenia w krytycznym punkcie kontroli. I teraz ważne: to odchylenie trzeba naprawić, a nie próbować je „obejść” innym działaniem. Częsty błąd myślowy polega na tym, że skoro proces był już raz przeprowadzony, to wystarczy zmienić przeznaczenie mleka albo „podrasować” inne etapy, na przykład przechowywanie. To niestety tak nie działa. Sterylizacja mleka to zupełnie inny proces technologiczny niż pasteryzacja. Wymaga wyższych temperatur (zwykle powyżej 100°C, np. UHT 135–150°C przez kilka sekund), innej instalacji, innego bilansu cieplnego i innej charakterystyki produktu końcowego. Nie można traktować jej jako prostego „dokręcenia śruby”, gdy pasteryzacja się nie udała. Poza tym zmienia się smak, wartość odżywcza i całkowity profil produktu, co w zakładzie jest poważną zmianą asortymentową, a nie działaniem korygującym. Przeznaczenie mleka na cele paszowe bywa stosowane, ale raczej wtedy, gdy produkt jest już trwale niezgodny z wymaganiami lub istnieje podejrzenie jego zanieczyszczenia, np. mikrobiologicznego, chemicznego czy fizycznego. W tym zadaniu mamy sytuację odchylenia procesu, które można jeszcze bezpiecznie i technicznie łatwo naprawić – wystarczy ponownie przeprowadzić pasteryzację przy właściwych parametrach. Z mojego doświadczenia takie „oddawanie na paszę” byłoby po prostu marnowaniem surowca i niepotrzebną stratą ekonomiczną, jeżeli jest możliwość poprawnego powtórzenia procesu. Obniżenie temperatury przechowywania mleka po pasteryzacji też nie rozwiązuje problemu. Chłodzenie spowalnia wzrost drobnoustrojów, ale ich nie eliminuje. Jeśli pasteryzacja była niewystarczająca, to część mikroflory patogennej lub warunkowo chorobotwórczej może przetrwać, a przechowywanie nawet w niższej temperaturze nie cofnie błędu procesowego. To właśnie typowe myślenie: „jak schłodzę mocniej, to będzie bezpieczniej”. Niestety bezpieczeństwo mikrobiologiczne mleka opiera się głównie na prawidłowo przeprowadzonym procesie cieplnym, a dopiero potem na chłodzeniu. Dlatego jedynym logicznym i zgodnym z zasadami HACCP działaniem jest powtórzenie pasteryzacji z zachowaniem krytycznego limitu temperatury i czasu, a nie zastępowanie tego innymi, przypadkowymi pomysłami.