Prawidłowo – zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych w olejach ocenia się poprzez oznaczenie liczby jodowej. Liczba jodowa to ilość gramów jodu, która przyłącza się do wiązań podwójnych zawartych w 100 g tłuszczu. Im wyższa liczba jodowa, tym więcej wiązań podwójnych, czyli tym więcej nienasyconych kwasów tłuszczowych. W praktyce laboratoryjnej stosuje się najczęściej metodę Wijs’a, opisaną w normach, np. w odpowiednich PN-EN dotyczących tłuszczów roślinnych i zwierzęcych. Z mojego doświadczenia to jedno z podstawowych oznaczeń, które mówi technologowi, czy dany olej bardziej nadaje się np. do sałatek na zimno, czy raczej do krótkiej obróbki cieplnej. Oleje bogate w wielonienasycone kwasy tłuszczowe (np. olej lniany, słonecznikowy) mają wysoką liczbę jodową, ale są też mniej stabilne oksydacyjnie, szybciej jełczeją i wymagają lepszych warunków przechowywania (ciemne opakowania, niska temperatura, ograniczony dostęp powietrza). Oleje o niższej liczbie jodowej, bardziej nasycone, jak olej palmowy czy kokosowy, są stabilniejsze podczas smażenia, ale z punktu widzenia dietetycznego zawierają mniej pożądanych nienasyconych kwasów. W zakładach przemysłu spożywczego liczba jodowa jest jednym z parametrów kontroli jakości surowca tłuszczowego – porównuje się ją z wymaganiami specyfikacji i norm (np. Codex Alimentarius, karty techniczne dostawców). Pomaga to wychwycić zafałszowania, np. domieszkę tańszego oleju o innej charakterystyce. W praktyce technologicznej, moim zdaniem, rozumienie liczby jodowej bardzo ułatwia dobór tłuszczu do konkretnego procesu: smażenia, pieczenia, margaryn, majonezu czy produktów dietetycznych z podwyższoną zawartością NNKT.
Ocena zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych w olejach wymaga parametru, który jest bezpośrednio związany z ilością wiązań podwójnych w cząsteczkach kwasów tłuszczowych. Takim parametrem jest właśnie liczba jodowa, a nie liczba zmydlania, kwasowa czy estrowa. W praktyce uczniowie i nawet pracownicy produkcji często mylą te pojęcia, bo wszystkie brzmią podobnie i odnoszą się do tłuszczów, ale ich znaczenie jest zupełnie inne. Liczba zmydlania mówi, ile miligramów KOH jest potrzebne do zmydlenia 1 g tłuszczu. Jest silnie związana ze średnią masą cząsteczkową kwasów tłuszczowych: im wyższa liczba zmydlania, tym krótsze łańcuchy kwasów tłuszczowych. Nie daje ona jednak informacji, czy te kwasy są nasycone czy nienasycone, więc nie nadaje się do oceny stopnia nienasycenia. Liczba kwasowa z kolei określa ilość wolnych kwasów tłuszczowych w tłuszczu, czyli de facto poziom hydrolizy i częściowo stopień zjełczenia. To bardzo ważny parametr w kontroli jakości olejów smażalniczych, margaryn, czy tłuszczów piekarskich, ale dotyczy głównie degradacji i świeżości surowca, a nie liczby wiązań podwójnych. Wysoka liczba kwasowa świadczy o złych warunkach przechowywania, długim użytkowaniu oleju lub niewłaściwej rafinacji. Liczba estrowa natomiast opisuje ilość związków estrowych w produkcie, ma znaczenie przy ocenie np. wosków czy niektórych tłuszczów specjalnych, lecz znowu – nie informuje o nasyceniu lub nienasyceniu łańcuchów. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro wszystkie te liczby oznacza się w tłuszczach, to każda może służyć do opisu nienasycenia. W rzeczywistości tylko liczba jodowa jest bezpośrednio powiązana z reakcją addycji jodu do wiązań podwójnych. Dlatego w dobrych praktykach laboratoryjnych i normach branżowych właśnie liczba jodowa stanowi standardowy wskaźnik udziału nienasyconych kwasów tłuszczowych, a pozostałe parametry traktuje się jako uzupełniające, opisujące inne cechy jakościowe tłuszczu.