Prawidłowo – odczynniki chemiczne zużyte podczas oznaczeń laboratoryjnych należy zbierać w oznaczonych pojemnikach. Tak się po prostu pracuje w każdym normalnie funkcjonującym laboratorium, niezależnie czy to laboratorium kontroli jakości żywności, laboratorium mikrobiologiczne czy typowa pracownia analityczna. Chodzi o to, że zużyte odczynniki to w praktyce odpady chemiczne, często o nieznanym już dokładnie składzie (mieszanki różnych roztworów, pozostałości po titracji, płukanki, barwniki, środki dezynfekcyjne itp.). Zgodnie z zasadami BHP, systemami GMP/GLP oraz wymaganiami ochrony środowiska, takie odpady muszą być segregowane i gromadzone w specjalnych, wyraźnie opisanych pojemnikach: np. „odpady ciekłe – kwasowe”, „odpady ciekłe – zasadowe”, „rozpuszczalniki organiczne”, „odpady zawierające metale ciężkie”. Dzięki temu później można je przekazać do utylizacji wyspecjalizowanej firmie, zgodnie z przepisami o odpadach niebezpiecznych. W praktyce wygląda to tak, że przy każdym stanowisku roboczym stoi wspólny kanister lub butla na dany typ odpadów, z dobrze widoczną etykietą. Pracownik po zakończeniu oznaczenia nie wylewa niczego do zlewu, tylko przelewa resztki do odpowiedniego pojemnika. Moim zdaniem to jedna z podstawowych nawyków dobrego laboranta: najpierw myśl o bezpieczeństwie i środowisku, a dopiero potem o wygodzie. Dodatkowo takie postępowanie jest wymagane podczas audytów systemów jakości (np. HACCP, ISO 17025), gdzie kontroluje się, czy odpady chemiczne są prawidłowo oznaczone, ewidencjonowane i przekazywane do unieszkodliwienia. W wielu zakładach spożywczych jest to też wprost opisane w instrukcjach stanowiskowych i procedurach BHP, więc nie jest to „dobra wola”, tylko obowiązek.
W przypadku odczynników chemicznych zużytych podczas oznaczeń laboratoryjnych najczęstszy błąd myślowy polega na traktowaniu ich jak zwykłej brudnej wody. Ktoś widzi klarowny roztwór, może trochę zabarwiony, i odruchowo myśli: „rozcieńczę wodą i po sprawie” albo „wyleję do zlewu, przecież i tak to spłynie”. To jest bardzo niebezpieczne podejście, zarówno z punktu widzenia BHP, jak i ochrony środowiska. Rozcieńczanie wodą nie usuwa zagrożenia, tylko je rozprasza. Jeżeli w roztworze są toksyczne jony metali ciężkich, substancje rakotwórcze, silne utleniacze albo detergenty, to nawet po rozcieńczeniu nadal trafiają one do kanalizacji i dalej do oczyszczalni ścieków, która nie zawsze jest w stanie je skutecznie usunąć. Dodatkowo mieszanie różnych odczynników „na chybił trafił” może powodować niekontrolowane reakcje, wydzielanie gazów, nagrzewanie się roztworu, wytrącanie osadów, a nawet korozję instalacji kanalizacyjnej. Podobnie beztroskie wylewanie wszystkiego do zlewozmywaka jest sprzeczne z podstawowymi zasadami pracy w laboratorium. W procedurach GLP, GMP i normach dotyczących laboratoriów badawczych wyraźnie podkreśla się obowiązek segregacji i ewidencji odpadów chemicznych. Instalacja kanalizacyjna w budynku nie jest przewidziana do odprowadzania odpadów niebezpiecznych, tylko ścieków bytowych i technologicznych o ściśle określonym składzie. Jeszcze gorszym pomysłem jest „neutralizowanie” zużytych odczynników kwasem solnym tylko po to, żeby coś z nimi zrobić. Dodawanie HCl na oślep, do nieznanej mieszaniny, to proszenie się o problemy: można wytworzyć chlorowodór w postaci gazowej, wytrącić trudno usuwalne osady chlorków metali, doprowadzić do gwałtownej reakcji z zasadami lub utleniaczami. Neutralizacja ma sens tylko wtedy, gdy dokładnie znamy skład odpadu i robimy to według konkretnej, opisanej procedury, a nie „z przyzwyczajenia”. Profesjonalne laboratoria odchodzą od takiej spontanicznej „chemii w zlewie” na rzecz systemowego podejścia: odpady ciekłe i stałe zbiera się do właściwie oznaczonych pojemników, prowadzi się ich ewidencję, a następnie przekazuje do utylizacji. To podejście jest nie tylko bezpieczniejsze, ale też zgodne z prawem i wymaganiami audytorów systemów jakości. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby, które raz zrozumieją, jak wygląda cały łańcuch postępowania z odpadami chemicznymi, przestają traktować zlew jako „magiczne miejsce”, gdzie wszystko znika, i zaczynają myśleć jak odpowiedzialny pracownik laboratorium.