Poprawnie wskazano, że produkty uboczne przemysłu owocowo-warzywnego są przede wszystkim wykorzystywane do produkcji pasz stosowanych w żywieniu zwierząt gospodarskich. W praktyce technologicznej chodzi m.in. o wytłoki z jabłek, marchwi, buraków ćwikłowych, pulpy ziemniaczane, liście, obierki czy części niejadalne dla człowieka, ale wciąż bogate w składniki odżywcze. Z punktu widzenia żywienia zwierząt takie surowce są cennym źródłem włókna pokarmowego, częściowo także białka, węglowodanów niestrukturalnych, witamin (np. z grupy B, witamina C, karotenoidy) oraz składników mineralnych. W dobrze zorganizowanych zakładach przetwórstwa owocowo-warzywnego wdraża się technologie suszenia wytłoków, kiszenia, granulowania czy peletowania, aby uzyskać stabilną, bezpieczną i łatwą w dozowaniu paszę. Wymaga to spełnienia określonych wymagań higienicznych i jakościowych, m.in. kontroli zanieczyszczeń mikrobiologicznych, zawartości mykotoksyn, wilgotności oraz aktywności wody, zgodnie z przepisami dotyczącymi pasz (np. rozporządzenia UE w sprawie bezpieczeństwa pasz). Moim zdaniem to bardzo sensowne podejście: zamiast traktować te frakcje jako odpad, przekształca się je w pełnowartościowy komponent mieszanek paszowych, premiksów czy pasz objętościowych. W praktyce gospodarstw rolno-spożywczych wykorzystuje się takie pasze głównie w żywieniu bydła, owiec, czasem trzody chlewnej, zwłaszcza w systemach, gdzie liczy się ograniczenie kosztów żywienia przy zachowaniu odpowiedniej wartości energetycznej i strukturalnej dawki. Dobrą praktyką jest też odpowiednie magazynowanie tych pasz (chronienie przed zawilgoceniem i pleśnią) oraz ich właściwe dozowanie w dawkach pokarmowych, tak aby nie zaburzać pracy żwacza u przeżuwaczy i nie pogarszać parametrów produkcyjnych zwierząt.
W przemyśle owocowo-warzywnym produkty uboczne mają określony skład chemiczny, zawierają sporo wody, włókna pokarmowego, resztki cukrów, czasem skrobi, a także naturalne barwniki i związki bioaktywne. Z tego powodu ich główne, racjonalne i ekonomicznie uzasadnione zastosowanie to pasze dla zwierząt gospodarskich lub ewentualnie surowiec do biogazowni czy kompostowania. Częsty błąd polega na myśleniu, że skoro to „odpad z przemysłu spożywczego”, to można z niego dowolnie wytwarzać różne wyroby przemysłowe, jak np. elementy instrumentów muzycznych czy galanterii. Smyczki muzyczne produkuje się z drewna o określonych właściwościach mechanicznych, żywic, włókien syntetycznych lub końskiego włosia. Pulpa jabłkowa, obierki ziemniaczane czy wytłoki z marchwi nie mają parametrów wytrzymałościowych wymaganych do takich precyzyjnych zastosowań, dodatkowo szybko się psują, są higroskopijne i podatne na rozwój mikroflory. Podobnie przedmioty galanteryjne – paski, torebki, portfele – powstają z garbowanej skóry, tworzyw sztucznych, tekstyliów lub nowoczesnych biopolimerów projektowanych tak, by były trwałe, estetyczne i odporne na uszkodzenia. Choć istnieją badania nad biokompozytami z dodatkiem włókien roślinnych, to typowe produkty uboczne z przetwórstwa owocowo-warzywnego nie są w standardowej praktyce przemysłowej bezpośrednim surowcem do galanterii, głównie ze względu na niestabilność, zanieczyszczenia i duże zróżnicowanie składu. Kolejne nieporozumienie dotyczy wysokiej jakości produktów spożywczych. Co prawda część frakcji ubocznych można oczyszczać i wykorzystywać do pozyskiwania dodatków, np. pektyn czy barwników, ale same w sobie wytłoki, obierki czy liście nie spełniają zazwyczaj wymogów jakościowych, sensorycznych i higienicznych dla żywności konsumpcyjnej. Standardy bezpieczeństwa żywności (HACCP, GMP, GHP) wymagają kontroli surowców pierwotnych, a produkty uboczne często są już po kilku etapach obróbki, z podwyższonym ryzykiem zanieczyszczeń. Dlatego znacznie rozsądniej i zgodnie z dobrą praktyką branżową jest kierować je do żywienia zwierząt, przy zachowaniu norm dla pasz, niż próbować na siłę robić z nich galanterię czy wyroby o wysokim standardzie konsumpcyjnym.