Prawidłowo – przy produkcji drożdży piekarskich prasowanych mówimy o procesie biosyntezy, bo kluczowe jest tu namnażanie żywych komórek mikroorganizmów. Drożdże Saccharomyces cerevisiae są hodowane w warunkach tlenowych, w dużych fermentorach, gdzie mają zapewnione optymalne pH, temperaturę, napowietrzanie oraz odpowiednie podłoże odżywcze (najczęściej melasa buraczana lub trzcinowa z dodatkiem soli mineralnych, głównie źródeł azotu, fosforu, magnezu). W takich warunkach komórki intensywnie rosną i dzielą się, syntetyzując własną biomasę – i to właśnie jest biosynteza: biologiczne wytwarzanie masy komórkowej z prostszych związków. W praktyce technologicznej bardzo ważne jest prowadzenie procesu tak, żeby drożdże rosły, a nie przechodziły w typową fermentację alkoholową. Dlatego utrzymuje się wysokie stężenie tlenu rozpuszczonego w brzeczce melasowej i kontroluje stężenie cukrów, żeby nie było ich za dużo. Moim zdaniem to jest fajny przykład, jak w przemyśle spożywczym łączy się mikrobiologię z inżynierią procesową: z jednej strony trzeba znać fizjologię drożdży, a z drugiej – obsługę i regulację pracy fermentorów, systemów napowietrzania, chłodzenia itp. Po zakończeniu biosyntezy biomasa drożdżowa jest oddzielana z zawiesiny (wirówki, filtracja), płukana, zagęszczana i formowana w kostki prasowane. Dobre praktyki branżowe wymagają też ścisłej kontroli czystości mikrobiologicznej i parametrów fizykochemicznych na każdym etapie, żeby uzyskać drożdże o wysokiej aktywności fermentacyjnej, stabilne i bez zanieczyszczeń obcych mikroorganizmów.
Przy tym pytaniu łatwo się złapać na skojarzeniach z chemią czy fermentacją, bo drożdże kojarzą się z alkoholem i reakcjami chemicznymi. W rzeczywistości w produkcji drożdży piekarskich prasowanych najważniejsze jest jednak coś innego: kontrolowane namnażanie żywych komórek, czyli biosynteza biomasy drożdżowej. Proces chemiczny sugerowałby, że główną rolę odgrywają nieodwracalne przemiany związków chemicznych prowadzone bez udziału organizmów żywych, jak np. synteza chemiczna dodatków do żywności czy klasyczne reakcje w reaktorach chemicznych. Tutaj mamy zupełnie inną sytuację – centrum całego procesu jest żywa komórka, jej metabolizm i podziały komórkowe. Oczywiście zachodzą tam reakcje chemiczne, ale są one elementem metabolizmu, a nie samodzielnym procesem technologicznym w sensie inżynierii chemicznej. Częsty błąd polega też na automatycznym łączeniu drożdży z fermentacją. W piekarni, podczas wyrastania ciasta, faktycznie dominuje fermentacja alkoholowa: drożdże rozkładają cukry do etanolu i CO₂, co spulchnia ciasto. Natomiast w zakładzie produkującym drożdże piekarskie prowadzi się głównie intensywną hodowlę tlenową, tak ustawioną, żeby drożdże rosły jak najszybciej, a nie żeby maksymalnie fermentowały. Fermentacja w sensie technologicznym jest tu raczej zjawiskiem niepożądanym, bo obniża wydajność biomasy. Określenie proces fizykochemiczny też nie pasuje, bo odnosi się do zjawisk typu rozpuszczanie, krystalizacja, adsorpcja, zmiany stanu skupienia czy równowagi fazowe. W produkcji drożdży takie operacje się pojawiają, ale jako pomocnicze: np. chłodzenie, napowietrzanie, mieszanie, zagęszczanie zawiesiny. Rdzeń procesu to jednak prowadzenie kultury drożdżowej, czyli typowy proces biotechnologiczny oparty na biosyntezie. Z mojego doświadczenia to ważne rozróżnienie: w technologii żywności trzeba umieć odróżnić, kiedy mówimy o klasycznej chemii, kiedy o fermentacji jako głównym celu, a kiedy o biologicznym namnażaniu mikroorganizmów, tak jak w tym zadaniu.