W oznaczaniu zawartości soli kuchennej (chlorku sodu) w pieczywie stosuje się klasyczną metodę Mohra, czyli miareczkowanie argentometryczne z użyciem azotanu(V) srebra. W tej metodzie kluczową rolę odgrywa właśnie chromian(VI) potasu, który pełni funkcję wskaźnika. Mechanizm jest prosty, ale bardzo sprytny: najpierw jony srebra z roztworu AgNO₃ reagują z jonami chlorkowymi pochodzącymi z soli kuchennej, tworząc biały, trudno rozpuszczalny osad chlorku srebra AgCl. Dopiero gdy wszystkie jony Cl⁻ zostaną „związane”, nadmiar srebra zaczyna reagować z jonami chromianowymi(VI), tworząc czerwono-brunatny osad chromianu srebra Ag₂CrO₄. Pojawienie się tego zabarwienia jest punktem końcowym miareczkowania – i to właśnie obserwujemy dzięki wskaźnikowi. Chromian(VI) potasu jest więc dobrany specjalnie dlatego, że tworzy barwny osad dopiero po wyczerpaniu jonów chlorkowych, co pozwala dokładnie określić moment zakończenia titracji. W praktyce laboratorium kontroli jakości piekarni lub zakładu garmażeryjnego korzysta z tej metody do sprawdzania, czy zawartość soli w pieczywie mieści się w normach żywieniowych i deklaracji producenta. Moim zdaniem to jedna z ważniejszych analiz, bo sól wpływa nie tylko na smak, ale też na zdrowie konsumentów i trwałość produktu. Dobre praktyki laboratoryjne wymagają stosowania odpowiednich stężeń roztworu chromianu(VI) potasu, pracy w neutralnym pH (ok. 6,5–10), dokładnego odmierzania próbek i prowadzenia miareczkowania przy stałym mieszaniu. Warto też pamiętać, że związki chromu(VI) są toksyczne, więc zgodnie z zasadami BHP trzeba stosować rękawice, okulary i odpowiednią utylizację odpadów. Sama metoda jest jednak bardzo powtarzalna, tania i od lat stanowi standard w analizie chlorków w żywności, wodzie i wielu innych materiałach.
W analizie zawartości soli kuchennej w pieczywie kluczowe jest zrozumienie, jak działa metoda miareczkowania chlorków i jaka jest rola wskaźnika. Typowym błędem jest kojarzenie wskaźnika z „dowolną substancją, która zmienia kolor”, bez zastanowienia się, z jakim rodzajem reakcji mamy do czynienia. Skrobia jest klasycznym przykładem takiego nieporozumienia. Uczniowie często pamiętają, że skrobia daje intensywne granatowe zabarwienie z jodem i automatycznie traktują ją jako uniwersalny wskaźnik. Tymczasem roztwór skrobi stosuje się w jodometrii, czyli w oznaczeniach opartych na reakcjach jodu i jonów jodkowych, a nie w argentometrii. W oznaczaniu soli kuchennej nie ma etapu z udziałem wolnego jodu, więc skrobia po prostu nie miałaby z czym reagować – byłaby chemicznie „niema” jako wskaźnik. Podobnie jest z fenoloftaleiną. To bardzo znany wskaźnik, ale używany głównie w reakcjach kwas–zasada, bo zmienia barwę w dość wąskim zakresie pH (mniej więcej 8,2–10,0), przechodząc z bezbarwnej w malinową. W miareczkowaniu chlorku sodu azotanem srebra nie chodzi jednak o neutralizację kwasu zasadą, tylko o tworzenie trudno rozpuszczalnych osadów soli srebra. pH roztworu musi być kontrolowane, ale wskaźnik pH nie jest tu potrzebny, bo punkt końcowy zależy od pojawienia się innego osadu, nie od skoku pH. Fenoloftaleina nie daje żadnej sensownej informacji o zakończeniu reakcji Ag⁺ z Cl⁻. Oranż metylowy to kolejny wskaźnik kwasowo-zasadowy, działający w bardziej kwaśnym zakresie pH (ok. 3,1–4,4). Stosuje się go np. przy miareczkowaniu mocnych kwasów mocnymi zasadami, kiedy punkt równoważnikowy wypada w tym obszarze. W analizie soli kuchennej jego obecność byłaby wręcz szkodliwa, bo zbyt kwaśne środowisko zakłócałoby wytrącanie osadu chlorku srebra, a chromianowe(VI) jony wskaźnika właściwego mogłyby ulegać niepożądanym przemianom. Podsumowując, wszystkie te substancje są wskaźnikami, ale nie do tego typu miareczkowania. Prawidłowa metoda opiera się na argentometrii i specyficznej reakcji jonów srebra z chlorkami oraz z jonami chromianowymi(VI). Błędne odpowiedzi wynikają głównie z automatycznego kojarzenia „znanych z lekcji wskaźników” bez analizy, jaki jest mechanizm reakcji i jaki rodzaj wskaźnika jest tu w ogóle potrzebny.