Prawidłową odpowiedzią jest benzyna, ponieważ w technologii tłuszczów roślinnych do przemysłowej ekstrakcji oleju z nasion oleistych stosuje się rozpuszczalniki organiczne o charakterze niepolarnym. Oleje roślinne to głównie triglicerydy, czyli związki silnie hydrofobowe, dlatego dobrze rozpuszczają się w rozpuszczalnikach o podobnym charakterze – właśnie takich jak frakcje benzynowe (technicznie często jest to tzw. benzyna ekstrakcyjna lub heksan spożywczy). W praktyce przemysłowej nasiona, po wstępnym zgnieceniu i ewentualnym wytłoczeniu części oleju, trafiają do ekstraktorów, gdzie są zalewane rozpuszczalnikiem. Benzyna „wyciąga” tłuszcz z rozdrobnionego surowca, tworząc mieszaninę oleju z rozpuszczalnikiem (miscellę). Następnie w instalacji odparowuje się benzynę w warunkach kontrolowanej temperatury i podciśnienia, a odzyskany rozpuszczalnik zawraca się do obiegu, zgodnie z zasadą obiegu zamkniętego. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć, że to nie jest benzyna samochodowa z dystrybutora, tylko specjalna, ściśle kontrolowana frakcja, dopuszczona do kontaktu z surowcem spożywczym. Cały proces musi spełniać wymagania bezpieczeństwa żywności i BHP: instalacje są szczelne, zabezpieczone przeciwwybuchowo, a pozostałości rozpuszczalnika w oleju są ściśle limitowane przez normy, np. przepisy UE. W nowoczesnych zakładach regularnie bada się zawartość rozpuszczalnika w gotowym oleju, a parametry procesu są tak dobrane, żeby całkowicie go odparować. W praktyce spożywczej ekstrakcja rozpuszczalnikowa pozwala uzyskać znacznie wyższą wydajność niż samo tłoczenie, co ma duże znaczenie ekonomiczne przy produkcji olejów sojowego, rzepakowego czy słonecznikowego.
W tym zadaniu kluczowe jest zrozumienie, jak zachowują się tłuszcze roślinne i jakie właściwości musi mieć rozpuszczalnik stosowany w procesie ekstrakcji. Oleje roślinne są substancjami hydrofobowymi, czyli praktycznie nie mieszają się z wodą, dlatego wybór rozpuszczalnika polarniego, takiego jak woda czy ocet, z góry skazuje proces na bardzo niską efektywność. Woda w technologii olejarskiej oczywiście się pojawia, ale raczej do mycia surowca, kondycjonowania nasion czy w procesach pomocniczych, a nie jako podstawowy rozpuszczalnik do wyciągania tłuszczu z komórek nasiennych. Ocet to roztwór wodny kwasu octowego, używany głównie w przetwórstwie warzyw jako środek zakwaszający i konserwujący. Z chemicznego punktu widzenia ma właściwości jeszcze mniej sprzyjające rozpuszczaniu tłuszczów niż czysta benzyna ekstrakcyjna, bo jest układem zdecydowanie polarnym, a dodatkowo jego obecność mogłaby prowadzić do niepożądanych reakcji, np. hydrolizy tłuszczów i pogorszenia jakości oleju. Alkohol etylowy bywa mylący, bo faktycznie jest rozpuszczalnikiem organicznym i częściowo może rozpuszczać tłuszcze, ale w praktyce przemysłowej do klasycznej ekstrakcji oleju z nasion raczej się go nie stosuje. Jest drogi, trudno go całkowicie odzyskać w warunkach przemysłowych, a do tego jest rozpuszczalnikiem polarnym, który jednocześnie wyciąga z surowca dużo składników niepożądanych, jak barwniki, związki smakowo-zapachowe czy substancje antyżywieniowe. To potem komplikuje rafinację i podnosi koszty. Typowym błędem jest myślenie w stylu: „skoro alkohol rozpuszcza tłuszcz np. na szkle laboratoryjnym, to będzie dobry do wszystkiego”. W skali przemysłowej liczy się jednak selektywność, bezpieczeństwo procesowe, cena, łatwość regeneracji rozpuszczalnika i zgodność z normami dla przemysłu spożywczego. Z tego powodu stosuje się specjalne frakcje benzynowe (np. heksan), które są niepolarne, dobrze „wyciągają” olej z nasion, a potem można je łatwo odparować i odzyskać w obiegu zamkniętym. Właśnie takie podejście jest uznawane za dobrą praktykę technologiczną w nowoczesnych zakładach olejarskich, a wybór wody, octu czy alkoholu w tym konkretnym zastosowaniu jest po prostu niezgodny z zasadami technologii tłuszczów.