Prawidłową odpowiedzią jest TQM, czyli Total Quality Management – kompleksowe zarządzanie jakością. To nie jest pojedyncza procedura czy instrukcja, tylko cała filozofia zarządzania zakładem, w której jakość dotyczy wszystkiego: surowców, procesu produkcyjnego, obsługi klienta, dokumentacji, utrzymania ruchu, a nawet komunikacji między ludźmi. W zakładzie spożywczym TQM oznacza, że nie tylko dział jakości „pilnuje jakości”, ale każdy pracownik, od przyjęcia surowca po magazyn i dystrybucję, czuje się za nią odpowiedzialny. W praktyce TQM łączy różne systemy i narzędzia: HACCP, GHP, GMP, często normy ISO (np. ISO 9001, ISO 22000), procedury reklamacyjne, audyty wewnętrzne, analizę danych z kontroli jakości, wskaźniki reklamacji, parametry procesu (temperatura, czas obróbki, aktywność wody itd.). Moim zdaniem sens TQM w zakładzie spożywczym polega na tym, że nie gasi się pożarów, tylko szuka przyczyn źródłowych (root cause) i je eliminuje. Przykład: jeżeli pojawia się problem z ciałami obcymi w produkcie, w TQM nie kończy się na wyłapaniu partii i wpisaniu protokołu, ale analizuje się cały łańcuch – od dostawcy surowca, przez stan sit, separatorów magnetycznych, szkolenie pracowników, aż po organizację sprzątania linii. TQM mocno bazuje na ciągłym doskonaleniu (kaizen), pracy zespołowej i danych z pomiarów, a nie na „wydaje mi się”. W dobrze wdrożonym TQM w spożywce decyzje o zmianie parametrów procesu, inwestycjach w nowe maszyny czy modyfikacji receptur opierają się na analizie ryzyka, reklamacjach klientów i wynikach badań laboratoryjnych, a nie tylko na intuicji kierownika. To jest właśnie system kompleksowego zarządzania jakością – szeroki, całościowy, ogarniający całą firmę, a nie tylko wybrane procedury higieniczne czy jeden certyfikat.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie podane skróty kojarzą się z jakością i bezpieczeństwem żywności, ale tylko TQM opisuje system kompleksowego zarządzania jakością w znaczeniu całościowej filozofii zarządzania zakładem. Wiele osób zaznacza ISO, bo myślą: „jak jakość, to ISO”. Tymczasem ISO to organizacja normalizacyjna i rodzina norm, np. ISO 9001 dla systemu zarządzania jakością czy ISO 22000 dla bezpieczeństwa żywności. One określają wymagania dla systemu, który można wdrożyć i certyfikować, ale same w sobie nie są nazwą konkretnej metody kompleksowego zarządzania jakością, tylko ramą i zbiorem kryteriów. Można mieć certyfikat ISO 9001 i wciąż nie prowadzić prawdziwego TQM, jeśli firma robi wszystko „pod audyt”, a nie dla realnego doskonalenia. GHP z kolei to Dobra Praktyka Higieniczna. To są zasady dotyczące higieny osobistej pracowników, czystości pomieszczeń, mycia i dezynfekcji, zabezpieczenia przed szkodnikami, postępowania z odpadami, itp. GHP jest absolutną podstawą w zakładzie spożywczym, bez niego nie ma mowy o bezpiecznej żywności, ale to tylko jedna część układanki. Nie obejmuje na przykład strategii firmy, zarządzania personelem, analizy satysfakcji klientów czy optymalizacji procesów pod kątem jakości – a tym właśnie zajmuje się TQM. Podobnie HACCP to system analizy zagrożeń i krytycznych punktów kontroli, wymagany prawnie w branży spożywczej. Skupia się głównie na bezpieczeństwie zdrowotnym produktu: identyfikacji zagrożeń biologicznych, chemicznych i fizycznych, ustaleniu CCP, monitoringu, działaniach korygujących. Jest bardzo ważny, ale ma węższy zakres niż TQM. Typowy błąd myślowy to wrzucanie do jednego worka wszystkich skrótów: GHP, GMP, HACCP, ISO i traktowanie ich jako „systemów kompleksowych”. W rzeczywistości GHP i HACCP to elementy szerszego systemu zarządzania w zakładzie, a TQM to podejście, które te wszystkie narzędzia spina w jedną, całościową koncepcję zarządzania jakością i ciągłego doskonalenia całej organizacji, a nie tylko spełniania minimum wymagań sanitarno-prawnych.