Prawidłowo – trwałość i bezpieczeństwo zdrowotne groszku konserwowego w puszkach uzyskuje się przez sterylizację w opakowaniach hermetycznych. W praktyce wygląda to tak, że najpierw groszek jest sortowany, blanszowany, zalewany zalewą, a następnie trafia do puszek, które są szczelnie zamykane. Dopiero potem całe zamknięte opakowanie poddaje się obróbce cieplnej w autoklawach, w określonej temperaturze i przez ściśle ustalony czas. Takie połączenie: wysoka temperatura + hermetyczne opakowanie pozwala zniszczyć nie tylko wegetatywne formy drobnoustrojów, ale też przetrwalniki bakterii, w tym Clostridium botulinum, które są najgroźniejsze w konserwach niskokwasowych, jak właśnie groszek. Dzięki temu produkt może być przechowywany w temperaturze otoczenia przez wiele miesięcy, a nawet lat, bez ryzyka zepsucia i bez konieczności chłodzenia. W zakładach produkcyjnych parametry sterylizacji (temperatura, czas, ciśnienie) są walidowane, wylicza się wartość F0, a cała operacja jest opisana w planie HACCP jako tzw. CCP, czyli krytyczny punkt kontrolny. Moim zdaniem to jest kluczowy etap całej technologii konserw warzywnych – wcześniejsze mycie, obieranie, blanszowanie są ważne, ale dopiero prawidłowo przeprowadzona sterylizacja w hermetycznym opakowaniu daje realną gwarancję bezpieczeństwa zdrowotnego. Podobną metodę stosuje się nie tylko do groszku, ale też do kukurydzy konserwowej, fasoli, gotowych dań w puszkach czy słoikach typu konserwowego. Różnią się tylko konkretne parametry cieplne, zależne od składu i kwasowości produktu, jednak zasada – sterylizacja już zamkniętego, szczelnego opakowania – pozostaje taka sama i jest zgodna z dobrą praktyką produkcyjną w przemyśle spożywczym.
W przypadku groszku konserwowego w puszkach kluczowe jest zrozumienie, że mamy do czynienia z produktem niskokwasowym, który przechowywany jest w temperaturze otoczenia przez długi czas. To automatycznie wyklucza metody utrwalania o łagodniejszym przebiegu cieplnym, takie jak termizacja czy klasyczna pasteryzacja. Termizacja to zabieg stosowany głównie przy produktach płynnych, na przykład przy mleku czy niektórych napojach, gdzie celem jest jedynie ograniczenie liczby drobnoustrojów, a nie pełne ich wyeliminowanie. Temperatura jest tam niższa, czas krótszy, a produkt i tak zwykle wymaga chłodniczego przechowywania lub ma krótszy termin przydatności. Pasteryzacja z kolei jest typowa dla przetworów o wyższej kwasowości, na przykład dżemów, soków owocowych, niektórych przetworów warzywnych w zalewach kwaśnych. W takich warunkach mikroflora patogenna i przetrwalniki są mniej odporne, więc niższa temperatura obróbki cieplnej wystarcza. Groszek w puszce nie ma takiej ochrony pH i dlatego pasteryzacja nie zapewniłaby pełnego bezpieczeństwa, szczególnie pod kątem Clostridium botulinum. Częstym błędem jest też mylenie sterylizacji w masie przed pakowaniem ze sterylizacją gotowego, zamkniętego opakowania. Nawet jeśli produkt w masie zostałby wysterylizowany, to późniejsze etapy, takie jak transport do nalewarek, napełnianie, zamykanie puszek, stwarzają ryzyko ponownego zanieczyszczenia mikrobiologicznego. Dlatego w technologii konserw warzywnych przyjmuje się jako standard, że pełna sterylizacja odbywa się już po hermetycznym zamknięciu opakowania, najczęściej w autoklawach. Moim zdaniem to właśnie pominięcie tego etapu albo jego niedocenianie prowadzi do błędnego przekonania, że wystarczy ogrzać produkt wcześniej lub zastosować tylko pasteryzację. W realnej produkcji przemysłowej takie podejście byłoby niezgodne z dobrą praktyką higieniczną i zasadami bezpieczeństwa żywności, bo nie gwarantowałoby odpowiedniej trwałości ani ochrony konsumenta przed zatruciem jadem kiełbasianym.