Prawidłowo – w ocenie stopnia hydrolizy tłuszczu w maśle kluczowa jest liczba kwasowa. Hydroliza triacylogliceroli prowadzi do powstawania wolnych kwasów tłuszczowych, a właśnie liczba kwasowa mówi nam, ile tych wolnych kwasów znajduje się w badanym tłuszczu. Technicznie to jest ilość mg KOH potrzebna do zobojętnienia wolnych kwasów tłuszczowych zawartych w 1 g tłuszczu. Im dłużej masło jest przechowywane w niekorzystnych warunkach (wyższa temperatura, dostęp wody, obecność lipaz mikrobiologicznych), tym intensywniej zachodzi hydroliza i tym wyższa staje się liczba kwasowa. W praktyce przemysłu mleczarskiego regularne oznaczanie liczby kwasowej to standardowa procedura kontroli jakości, opisana w normach branżowych i metodach referencyjnych, np. w dokumentach opartych na PN-ISO czy wytycznych laboratoriów akredytowanych. Na podstawie liczby kwasowej można ocenić świeżość masła, jego stabilność podczas magazynowania oraz ryzyko wystąpienia wady smaku typu jełczenie hydrolityczne (mydlany, zjełczały posmak). Z mojego doświadczenia to jedno z pierwszych oznaczeń, jakie robi się przy podejrzeniu, że masło było źle przechowywane w magazynie lub w chłodni sklepowej. Warto też pamiętać, że liczba kwasowa rośnie nie tylko w wyniku starzenia się produktu, ale również przy zbyt długim przechowywaniu śmietanki przed zmaślaniem albo przy niewłaściwych warunkach higienicznych produkcji. Dobrą praktyką jest więc łączenie oznaczenia liczby kwasowej z innymi parametrami, np. liczbą nadtlenkową (utlenianie) oraz oceną sensoryczną, żeby mieć pełny obraz jakości tłuszczu.
W analizie jakości tłuszczów bardzo łatwo pomylić różne liczby charakterystyczne, bo wszystkie brzmią dość podobnie, a jednak każda opisuje zupełnie inne zjawisko chemiczne. W pytaniu chodziło konkretnie o hydrolizę tłuszczu w maśle, czyli rozkład triacylogliceroli do wolnych kwasów tłuszczowych i glicerolu. Tę przemianę najlepiej opisuje liczba kwasowa, bo bezpośrednio informuje o zawartości wolnych kwasów tłuszczowych. Jeżeli ktoś wybiera liczbę nadtlenkową, to najczęściej wynika to z utożsamiania „psucia się tłuszczu” tylko z jełczeniem oksydacyjnym. Liczba nadtlenkowa rzeczywiście jest bardzo ważnym parametrem, ale dotyczy procesów utleniania, czyli tworzenia nadtlenków i produktów pośrednich utleniania nienasyconych kwasów tłuszczowych. Służy do oceny stopnia jełczenia oksydacyjnego olejów i tłuszczów, a nie hydrolizy. Moim zdaniem to taki klasyczny błąd: widzimy słowo „liczba” i „tłuszcz” i wrzucamy wszystko do jednego worka. Liczba estrowa też może brzmieć kusząco, bo tłuszcze są estrami glicerolu i kwasów tłuszczowych. Jednak liczba estrowa odnosi się do zawartości związków estrowych ogółem i jest raczej wykorzystywana w bardziej szczegółowych badaniach struktury tłuszczu, nie do rutynowej oceny stopnia hydrolizy w maśle przechowywanym w magazynie czy chłodni. Z kolei liczba jodowa informuje o stopniu nienasycenia kwasów tłuszczowych – mówi, ile jodu może się przyłączyć do wiązań podwójnych. To parametr używany do charakterystyki rodzaju tłuszczu (czy jest bardziej „olejowy”, czy „twardy”), a nie do oceny zmian zachodzących podczas przechowywania konkretnej partii masła. Typowy błąd polega na tym, że zamiast skojarzyć, jaki proces chemiczny opisuje dane oznaczenie, zapamiętuje się tylko nazwę. W dobrej praktyce laboratoryjnej zawsze łączy się rodzaj badanego zjawiska z właściwym parametrem: hydroliza – liczba kwasowa, utlenianie – liczba nadtlenkowa, nienasycenie – liczba jodowa. Dzięki temu łatwiej potem dobrać odpowiednią metodę analizy w realnych warunkach produkcyjnych i magazynowych.