Prawidłowa reakcja w sytuacji zbyt wolnego rozrostu kęsów ciasta drożdżowego w komorze rozrostowej to podwyższenie temperatury. Drożdże to mikroorganizmy, których aktywność bardzo silnie zależy od temperatury otoczenia. W typowych warunkach piekarniczych optymalna temperatura rozrostu końcowego mieści się mniej więcej w zakresie 30–38°C (zależnie od rodzaju ciasta, zawartości cukru i tłuszczu oraz zaleceń technologicznych danej piekarni). Jeśli temperatura w komorze jest zbyt niska, fermentacja alkoholowa przebiega wolniej, wydziela się mniej dwutlenku węgla, a ciasto słabiej rośnie i ma gorszą porowatość. Podwyższenie temperatury w rozsądnym zakresie przyspiesza metabolizm drożdży, zwiększa produkcję CO₂ i tym samym przyspiesza rozrost kęsów. W praktyce technologicznej robi się to najczęściej przez regulację nastaw sterownika komory rozrostowej, przy jednoczesnej kontroli wilgotności, żeby nie dopuścić do przesuszenia powierzchni kęsów. Z mojego doświadczenia ważne jest, żeby nie przesadzić – przy temperaturach powyżej ok. 40–45°C drożdże zaczynają tracić aktywność, a przy jeszcze wyższych mogą ulec częściowej inaktywacji, co odbija się na objętości i strukturze miękiszu. W dobrze prowadzonych piekarniach stosuje się procedury technologiczne opisujące dokładnie, jak korygować parametry komory (temperatura, wilgotność, czas), gdy rozrost jest za wolny lub za szybki. Moim zdaniem warto też patrzeć na ogólny bilans procesu: jeśli kęsy rosną wolno, a temperatura jest już ustawiona prawidłowo, trzeba dodatkowo przeanalizować temperaturę ciasta po miesieniu, czas wstępnej fermentacji, jakość drożdży i dawkę soli, ale pierwszą naturalną doraźną korektą w komorze jest właśnie lekkie podniesienie temperatury.
W rozroście końcowym ciasta drożdżowego kluczowe są trzy podstawowe parametry: temperatura, wilgotność i czas. Cała reszta, jak ciśnienie w komorze, ma w typowych warunkach piekarniczych znaczenie marginalne albo wręcz czysto teoretyczne. Kiedy kęsy rosną zbyt wolno, oznacza to, że aktywność drożdży jest za niska w stosunku do założonego programu technologicznego. Najczęściej wynika to z temperatury zbyt niskiej w stosunku do wymagań danego rodzaju ciasta. Dlatego pomysły, żeby obniżać temperaturę, idą dokładnie w przeciwnym kierunku niż potrzeba. Obniżenie temperatury dodatkowo spowolni fermentację alkoholową, zmniejszy intensywność wytwarzania dwutlenku węgla i jeszcze bardziej wydłuży czas dochodzenia kęsów do wymaganej objętości. W efekcie linia produkcyjna się „rozjedzie”, a organizacja pracy będzie utrudniona. Podobnie jest z próbą regulowania procesu przez zmianę ciśnienia. W standardowych komorach rozrostowych pracujemy praktycznie przy ciśnieniu atmosferycznym, a ewentualne niewielkie różnice ciśnienia wynikają tylko z pracy wentylatorów i obiegu powietrza. Zwiększanie lub zmniejszanie ciśnienia nie jest stosowanym w praktyce narzędziem do sterowania rozrostem, bo wpływ na metabolizm drożdży w tym zakresie jest znikomy w porównaniu z wpływem temperatury i wilgotności. Typowy błąd myślowy polega na przenoszeniu skojarzeń z innych procesów technologicznych, gdzie ciśnienie jest istotne, na fermentację ciasta, mimo że tutaj to nie ma realnego zastosowania. Z drugiej strony część osób myśli: skoro jest za wolno, to może trzeba „uspokoić” ciasto przez schłodzenie, żeby coś się poprawiło. Niestety działa to odwrotnie – chłodzenie wykorzystuje się, gdy fermentacja jest za szybka, a nie za wolna. Dobre praktyki branżowe mówią wprost: przy zbyt wolnym rozroście korygujemy najpierw temperaturę komory i czas przebywania kęsów, a nie bawimy się w manipulowanie ciśnieniem czy dodatkowe chłodzenie. Dopiero gdy te parametry są prawidłowe, szuka się głębszych przyczyn w recepturze, dawce drożdży, temperaturze ciasta po wyrobieniu czy reżimie wstępnej fermentacji.