Poprawna odpowiedź to „maleje”, bo wraz ze wzrostem temperatury w magazynie powietrze może „pomieścić” więcej pary wodnej, zanim osiągnie stan nasycenia. Wilgotność względna to nie jest po prostu ilość wody w powietrzu, tylko procentowe nasycenie powietrza parą wodną w stosunku do maksimum możliwego przy danej temperaturze. Im wyższa temperatura, tym wyższa jest ta maksymalna pojemność. Jeśli więc ilość pary wodnej w magazynie pozostaje mniej więcej taka sama, a rośnie temperatura, to udział procentowy tej pary w stosunku do maksimum spada, czyli wilgotność względna maleje. W praktyce magazynowej ma to ogromne znaczenie. Na przykład przy przechowywaniu produktów sypkich (mąka, cukier, kasze, proszki mleczne) zbyt wysoka wilgotność względna sprzyja zbrylaniu, rozwojowi pleśni i pogorszeniu właściwości technologicznych. Dlatego w normach i wytycznych, np. instrukcjach magazynowych producenta, często podaje się zakres: temperatura np. 15–20°C i wilgotność względna 60–70%. Jeśli temperatura w magazynie niekontrolowanie wzrośnie, a nie ma osuszania powietrza, wilgotność względna spadnie, co z jednej strony może ograniczyć ryzyko rozwoju mikroorganizmów, ale z drugiej – przy bardzo niskiej wilgotności pojawia się problem przesuszenia niektórych wyrobów (np. pieczywa pakowanego, suszonych owoców, wyrobów cukierniczych). W nowoczesnych magazynach spożywczych stosuje się systemy klimatyzacji i rejestracji parametrów powietrza, właśnie po to, żeby utrzymać odpowiednią kombinację temperatury i wilgotności względnej, zgodnie z wymaganiami HACCP, dobrych praktyk magazynowych i kart technicznych produktów. Moim zdaniem warto pamiętać proste skojarzenie: cieplejsze powietrze = większa pojemność na parę wodną = przy stałej ilości pary wilgotność względna spada.
W tym zagadnieniu łatwo się pomylić, bo intuicja często podpowiada coś innego niż fizyka powietrza wilgotnego. Wiele osób automatycznie kojarzy wyższą temperaturę z „większą ilością wilgoci” i stąd bierze się przekonanie, że wilgotność względna rośnie, gdy robi się cieplej. Problem w tym, że mylimy tutaj dwa różne pojęcia: wilgotność bezwzględną (ile gramów pary wodnej jest faktycznie w powietrzu) i wilgotność względną (jaki procent stanowi ta ilość w stosunku do maksymalnej możliwej przy danej temperaturze). Gdy w magazynie podnosi się temperatura, a ilość pary wodnej pozostaje praktycznie taka sama, to maksymalna możliwa zawartość pary rośnie, więc procentowe nasycenie spada. To właśnie jest spadek wilgotności względnej. Stwierdzenie, że wilgotność względna „rośnie” przy wzroście temperatury, byłoby prawdziwe tylko wtedy, gdyby jednocześnie do powietrza dostawała się duża ilość pary wodnej, np. z intensywnego parowania otwartych zbiorników czy mokrej posadzki. Ale wtedy zmieniają się dwa parametry naraz i nie można z tego robić ogólnej zasady. Równie mylące jest przekonanie, że wilgotność względna „nie zmienia się” przy zmianie temperatury. Tak byłoby wyłącznie w sytuacji, gdyby ilość pary wodnej rosła dokładnie w takim samym tempie, jak pojemność powietrza na parę – w praktyce magazynowej niemal nierealne bez aktywnego systemu nawilżania sterowanego automatyką. Koncepcja, że wilgotność najpierw rośnie, a potem maleje wraz ze wzrostem temperatury, też wynika raczej z obserwacji różnych sytuacji magazynowych niż z samej definicji. Np. przy nagłym podgrzaniu chłodnego, zawilgoconego pomieszczenia może dojść do chwilowego odparowania wody z powierzchni produktów i podłogi, co podniesie wilgotność bezwzględną, ale to są złożone procesy przejściowe, a nie zasada fizyczna. Z mojego doświadczenia w magazynowaniu żywności wynika, że kluczem jest zrozumienie definicji: wilgotność względna to parametr zależny od temperatury, dlatego w kartach magazynowych zawsze podaje się oba te parametry razem. Błędem myślowym jest patrzenie tylko na „ilość wilgoci w powietrzu”, bez odniesienia jej do temperatury i pojęcia powietrza nasyconego.