Na schemacie widać prostownik dwupołówkowy w układzie mostka Graetza. Charakterystyczne są cztery diody połączone w romb oraz wyjście oznaczone stałą polaryzacją: plus u góry, minus na dole. Taki układ wykorzystuje obie połówki napięcia przemiennego z wejścia. W jednej połówce okresu przewodzi jedna para diod, a w drugiej połówce przewodzi druga para, dzięki czemu prąd przez odbiornik płynie zawsze w tym samym kierunku. To właśnie odróżnia prostownik dwupołówkowy od jednopołówkowego, który przepuszcza tylko co drugą połówkę sinusoidy i ma większe tętnienia. W praktyce mostek prostowniczy spotkasz w zasilaczach urządzeń telekomunikacyjnych, ładowarkach, modułach zasilania centralek, systemach alarmowych czy prostych zasilaczach buforowych z akumulatorem. Z mojego doświadczenia to jeden z tych schematów, które warto rozpoznawać od razu, bo często pojawia się przy diagnostyce zasilania. Dobre praktyki branżowe wymagają, żeby za takim prostownikiem zastosować filtr, zwykle kondensator elektrolityczny, odpowiednie zabezpieczenie nadprądowe i elementy ochrony przeciwprzepięciowej. W instalacjach trzeba też pamiętać o wymaganiach bezpieczeństwa, np. zgodności z PN-EN 62368-1 dla urządzeń ICT/AV oraz zasadach ochrony przeciwporażeniowej z PN-HD 60364. Sam mostek zmienia AC na pulsujące DC, ale dopiero filtracja i stabilizacja robią z tego porządne zasilanie.
Na tym schemacie łatwo pomylić się, jeśli patrzy się tylko na liczbę elementów albo na samo słowo faza. Układ dwufazowy nie oznacza po prostu, że są dwie połówki przebiegu. W elektrotechnice faza odnosi się do przesuniętych względem siebie napięć zasilających, a nie do tego, że sinus ma dodatnią i ujemną część. Na rysunku wejście ma dwa zaciski, czyli typowe jednofazowe zasilanie AC, a cztery diody tworzą mostek. Nie ma tu dwóch oddzielnych uzwojeń przesuniętych w fazie ani specjalnego układu dwufazowego. Podobnie określenie trójfazowy pasuje do prostowników zasilanych z trzech faz, gdzie zwykle występuje sześć diod albo tyrystorów, a na schemacie pojawiają się trzy przewody fazowe. Taki prostownik stosuje się np. w większych zasilaczach przemysłowych, napędach czy ładowarkach dużej mocy. Tutaj tego nie ma, więc wybór trójfazowy wynika raczej z kojarzenia większej liczby diod z większą liczbą faz, a to nie jest dobra metoda. Jednopołówkowy prostownik jest jeszcze prostszy: najczęściej ma jedną diodę szeregową z obciążeniem i przewodzi tylko podczas jednej połówki okresu napięcia przemiennego. Daje pulsujące napięcie o częstotliwości tętnień równej częstotliwości sieci, np. 50 Hz. Mostek Graetza wykorzystuje obie połówki okresu, więc tętnienia po wyprostowaniu mają zwykle 100 Hz przy zasilaniu z sieci 50 Hz. Moim zdaniem najpewniejsza wskazówka to stałe oznaczenie biegunów wyjścia oraz cztery diody w układzie rombu. To klasyczny prostownik dwupołówkowy, stosowany zgodnie z dobrą praktyką w zasilaczach, zwykle razem z filtrem, bezpiecznikiem i zachowaniem zasad izolacji oraz ochrony przeciwporażeniowej.