W kodzie AMI, czyli Alternate Mark Inversion, logiczna jedynka jest nadawana jako impuls napięciowy, ale jego polaryzacja musi się zmieniać przy każdej następnej jedynce: raz dodatni, raz ujemny, potem znowu dodatni itd. Zero logiczne jest zwykle reprezentowane brakiem impulsu. Dlatego wystąpienie dwóch kolejnych jedynek o tej samej polaryzacji jest objawem naruszenia zasady kodowania, czyli tzw. błędem bipolarnym albo bipolar violation. W praktyce analizator transmisji, tester traktu PCM albo układ odbiorczy może właśnie po takim naruszeniu wykryć, że w torze pojawiło się przekłamanie bitu, zakłócenie impulsu albo problem z regeneracją sygnału. Moim zdaniem to jedna z ważniejszych rzeczy do zapamiętania przy kodach liniowych: nie patrzymy tylko na same zera i jedynki, ale też na kształt oraz biegunowość impulsów. Długie ciągi zer w AMI są kłopotliwe dla synchronizacji zegara, dlatego w systemach telekomunikacyjnych stosuje się np. HDB3 albo B8ZS, które celowo wprowadzają kontrolowane naruszenia. Ale w czystym AMI dwie jedynki z taką samą polaryzacją to sygnał, że coś jest nie tak.
W AMI trzeba odróżnić błąd kodowy od cechy sygnału, która może być po prostu niekorzystna transmisyjnie. Samo pojawienie się kilku kolejnych zer nie oznacza jeszcze błędu w sekwencji AMI, bo zero w tym kodzie jest reprezentowane brakiem impulsu. Owszem, długi ciąg zer może utrudniać odtwarzanie zegara po stronie odbiorczej, bo w sygnale brakuje przejść i odbiornik ma mniej punktów odniesienia do synchronizacji. Z tego powodu w praktycznych systemach, na przykład w traktach cyfrowych, stosuje się kody modyfikowane, takie jak HDB3, które ograniczają liczbę kolejnych zer przez specjalne podstawienia. Ale to jest problem synchronizacji i projektowania kodu liniowego, a nie automatycznie dowód błędu w zwykłym AMI. Podobnie przemienna polaryzacja kolejnych impulsów nie jest objawem awarii, tylko dokładnie zasadą działania AMI. Nazwa Alternate Mark Inversion oznacza naprzemienną zmianę znaku impulsów odpowiadających jedynkom. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś widzi zmieniającą się polaryzację i traktuje ją jako niestabilność sygnału. W rzeczywistości jest odwrotnie: jeżeli jedynki idą raz jako impuls dodatni, raz jako ujemny, to kod zachowuje się poprawnie i dodatkowo ma mniejszą składową stałą, co jest korzystne przy transmisji przez transformatory i łącza telekomunikacyjne. Dopiero dwie kolejne jedynki z tą samą polaryzacją łamią regułę AMI i wskazują na naruszenie bipolarne, chyba że mówimy o specjalnym kodzie typu HDB3 lub B8ZS, gdzie takie naruszenia są wprowadzane celowo według określonego wzorca.