Opaska antystatyczna ma chronić przede wszystkim elementy elektroniczne wrażliwe na wyładowania elektrostatyczne, czyli ESD. Najbardziej klasycznym przykładem są układy wykonane w technologii CMOS, bo ich wejścia mają bardzo dużą impedancję, a cienka warstwa izolacyjna bramki tranzystora MOS może zostać przebita nawet przez ładunek, którego człowiek w ogóle nie poczuje. To jest trochę podstępne: technik dotknie płytki, nic nie zaiskrzy, a układ po czasie zaczyna działać niestabilnie albo pada całkiem. Z mojego doświadczenia to jedna z tych usterek, które potem ciężko się diagnozuje, bo wygląda jak losowy problem sprzętowy. Dobra praktyka serwisowa, zgodna z podejściem opisanym m.in. w IEC 61340-5-1 oraz ANSI/ESD S20.20, to praca w strefie EPA: opaska na nadgarstku, mata antystatyczna, uziemiony punkt ESD i przechowywanie modułów w torebkach ekranujących. Opaska zwykle jest połączona z uziemieniem przez rezystor, często około 1 MΩ, żeby wyrównać potencjały, ale nie robić z człowieka przewodu zwarciowego. W serwisie central, kart liniowych, modemów czy urządzeń VoIP taka ochrona jest po prostu rozsądnym nawykiem.
Opaska antystatyczna bywa mylona ze środkiem ochrony przeciwporażeniowej, ale to nie jest jej główne zadanie. Ona nie zastępuje rękawic elektroizolacyjnych, wyłącznika różnicowoprądowego, odłączenia zasilania ani sprawdzenia braku napięcia. Jej rola polega na powolnym odprowadzeniu ładunku elektrostatycznego z ciała technika i wyrównaniu potencjału między człowiekiem a serwisowanym urządzeniem. Dlatego zakładanie jej z myślą o ochronie przed porażeniem prądem z sieci 230 V jest błędnym skrótem myślowym, i moim zdaniem dość niebezpiecznym. Podobnie sprawa wygląda z łukiem elektrycznym. Poparzenie łukiem to zjawisko związane z dużą energią zwarcia, nie z typową elektrostatyką przy pracy z elektroniką. Do takich zagrożeń stosuje się procedury odłączenia zasilania, osłony, odpowiednią odzież ochronną i narzędzia izolowane, a nie zwykłą opaskę ESD. Technologia TTL też może ulec uszkodzeniu przy bardzo złym traktowaniu, bo żadna elektronika nie jest niezniszczalna, jednak klasycznie układy TTL, zbudowane na tranzystorach bipolarnych, są mniej czułe na ładunki elektrostatyczne niż CMOS. W CMOS wejścia tranzystorów MOS są odizolowane bardzo cienką warstwą tlenku, a to powoduje dużą podatność na przebicie przy ESD. Typowy błąd polega na wrzuceniu wszystkich zagrożeń elektrycznych do jednego worka. W praktyce trzeba rozróżniać ochronę człowieka przed energią instalacji elektrycznej od ochrony delikatnych podzespołów przed ładunkiem elektrostatycznym.