Flambirowanie bananów to dość efektowna technika, którą spotyka się w profesjonalnej gastronomii i na pokazach, ale — co ciekawe — można ją też spokojnie wykorzystać w domowej kuchni, pod warunkiem zachowania ostrożności. Zawsze do flambirowania bananów używa się rumu, bo to właśnie ten alkohol podkreśla ich smak poprzez swoją słodko-korzenną nutę i aromatyczność. Rum charakteryzuje się dużą zawartością aromatów waniliowych, karmelowych i lekko owocowych, które wręcz idealnie komponują się z naturalną słodyczą banana. Z mojego doświadczenia wynika, że im ciemniejszy rum, tym głębszy i bardziej wyrazisty efekt smakowy uzyskuje się w deserze. Niektóre restauracje stosują nawet specjalne, przyprawiane rumy, co dodatkowo podkręca wyjątkowość dania. W branżowych standardach — np. w gastronomii hotelowej i podczas egzaminów zawodowych — użycie właśnie rumu do tej techniki jest wręcz wzorcowe. Dobrze dobrany rum wpływa nie tylko na smak, ale i na estetykę, bo daje elegancki, niebieskawy płomień podczas flambirowania. Praktycznym trikiem, który się czasem stosuje, jest lekko podgrzanie rumu przed podaniem na patelnię, by lepiej się zapalił, ale trzeba uważać, żeby nie zagotować — bo wtedy alkohol wyparuje i efekt pójdzie na marne. Warto wiedzieć, że rum lepiej się sprawdza niż inne alkohole, bo posiada odpowiednią zawartość procentową (najlepiej 40–50%), a jego smak nie przytłacza delikatności banana. Tak naprawdę, jeśli chodzi o klasyczne desery typu bananas foster czy banany flambirowane, to rum jest nie do podrobienia — nic innego nie daje tak dobrego efektu.
Wiele napojów wysokoprocentowych wydaje się atrakcyjnych do flambirowania, jednak wybór odpowiedniego alkoholu ma kluczowe znaczenie dla smaku, aromatu i bezpieczeństwa całego procesu. Gin, mimo że ma charakterystyczny, ziołowo-jałowcowy profil, zupełnie nie pasuje do flambirowania słodkich owoców takich jak banany. Jego wytrawność i intensywne nuty ziół mogą nawet zaburzyć delikatny smak banana, a ponadto gin jest destylatem o stosunkowo niskiej zawartości cukrów, więc nie tworzy ciekawego karmelizującego efektu podczas flambirowania. Tequila to napój typowy dla kuchni latynoamerykańskiej, ale jej ziemisty, czasem nawet lekko pieprzny smak kompletnie nie współgra z deserami na bazie owoców tropikalnych. Do tego tequila bardzo szybko się ulatnia i nie daje ładnego, długiego płomienia, co jest przecież istotne w tej technice. Genever, choć historycznie uznawany za poprzednika ginu i ceniony w koktajlach, ma cięższy, słodowo-korzenny charakter, który raczej przytłoczyłby banana, zamiast go podkreślić. W praktyce spotykałem się z próbami użycia tych alkoholi, ale efekty były mocno dyskusyjne — zarówno pod kątem smaku, jak i efektu wizualnego na talerzu. Najważniejszym powodem, dla którego nie wybiera się tych trunków, jest jednak ich smak i aromat oraz właściwości łatwopalne. Standardy gastronomiczne jasno wskazują, że do flambirowania owoców, szczególnie bananów, używa się rumu — najlepiej ciemnego, aromatycznego i o zawartości alkoholu przynajmniej 40%. Wybór innego alkoholu to dość częsty błąd początkujących, którzy myślą, że każda mocniejsza wódka czy likier da podobny efekt. Tymczasem kluczowe jest nie tylko to, czy alkohol się zapali, ale też jak wpłynie na ostateczny smak i zapach deseru. Warto zapamiętać tę zasadę, bo w praktyce kucharskiej rum jest po prostu niezastąpiony w tej technice.