Stek t-bone to klasyczny przykład dania mięsnego o intensywnym smaku i wyraźnej strukturze. Tego typu mięso najlepiej komponuje się z winami czerwonymi, szczególnie wytrawnymi. Czerwone wytrawne wino, jak np. cabernet sauvignon, malbec albo tempranillo, ma odpowiednią ilość tanin, które doskonale współgrają z soczystością i tłustością steka. Taniny pomagają też 'przeciąć' tłuszcz, przez co samo wino wydaje się delikatniejsze, a mięso nabiera jeszcze głębszego smaku. W branży gastronomicznej jest to wręcz podstawowa zasada: czerwone wytrawne wina do czerwonych mięs. Moim zdaniem ta klasyczna kompozycja nigdy nie zawodzi – goście czują się dopieszczeni, a całość nabiera elegancji. Kelner zawsze powinien kierować się nie tylko teorią, ale i praktyką – większość gości oczekuje właśnie takiego zestawienia. To trochę jak w matematyce – jest wiele rozwiązań, ale jedno jest najlepsze. Profesjonaliści na całym świecie stosują to połączenie i szczerze – w codziennej pracy rzadko się zdarza, żeby ktoś zamawiał do t-bone'a coś poza dobrym, czerwonym wytrawnym winem. Warto jeszcze dodać, że takie wina mają też często aromaty czarnej porzeczki, śliwki, przypraw, które świetnie grają z grillowanym mięsem. Przy okazji – dobrze też pamiętać, by wino serwować w odpowiedniej temperaturze, najczęściej 16-18°C, bo wtedy pokazuje pełnię swojego potencjału.
Dobór wina do dania mięsnego, takiego jak stek t-bone, to wcale nie jest taka oczywista sprawa, ale jednak istnieją pewne zasady, których warto się trzymać, jeśli chcemy osiągnąć najlepszy efekt smakowy. Częstym błędem jest przekonanie, że białe wino – niezależnie, czy wytrawne, czy półwytrawne – pasuje do każdego rodzaju mięsa. Białe wytrawne wina mogą świetnie współgrać z delikatnymi rybami czy drobiem, ale w przypadku ciężkiego, intensywnego steka ich lekkość i brak tanin powodują, że smak mięsa przytłacza wino, a wino nie wnosi nic ciekawego do całości. Wariant półwytrawny białego wina dodaje jeszcze słodycz, która zupełnie nie pasuje do charakteru grillowanego czerwonego mięsa i może wręcz zakłócać odbiór dania, czyniąc całość mdłą lub 'płaską'. Czerwone musujące wino kusi nowoczesnością, ale tu niestety bąbelki też nie są sprzymierzeńcem – takie wina są raczej lekkie, często wytrawne, ale ich struktura nie dorównuje stekowi t-bone, chyba że mówimy o wyjątkowych przypadkach szampanów na bazie pinot noir, co jednak nadal nie jest standardem branżowym. Moim zdaniem podstawowy błąd wynika tutaj z braku zrozumienia, jak taniny i wyrazista struktura czerwonego wytrawnego wina neutralizują tłuszcz i podkreślają smak mięsa. Branżowe wytyczne i doświadczenie zawodowe pokazują, że w przypadku steków z grilla czy pieczonych mięs czerwone wytrawne wino niemal zawsze wygrywa z innymi opcjami – to po prostu praktyka, która przekłada się na zadowolenie gości. W gastronomii taki dobór podnosi rangę obsługi i widać, że kelner wie, co robi – dlatego warto sobie to dobrze utrwalić.