Duszenie to jedna z najważniejszych technik obróbki cieplnej mięsa, szczególnie w kuchni polskiej i europejskiej. Polega na tym, że najpierw krótko obsmaża się mięso (w tym przypadku bitki wołowe), aby zamknąć pory i zatrzymać soczystość oraz aromaty w środku. Później mięso podlewa się niewielką ilością płynu – najczęściej bulionem, czasem wodą z dodatkiem przypraw albo winem – i dusi pod przykryciem na niewielkim ogniu. Dzięki takiemu podejściu mięso robi się miękkie, bardzo aromatyczne i soczyste. W praktyce duszenie ma jeszcze jedną zaletę – pozwala na rozbicie nawet twardszych kawałków wołowiny czy wieprzowiny, co jest ważne w branży gastronomicznej, gdzie liczy się zarówno tekstura, jak i smak potrawy. Standardy kucharskie i podręczniki do technologii gastronomicznej zawsze polecają duszenie jako optymalną metodę do przygotowywania bitek, gulaszy czy innych potraw wymagających dłuższego zmiękczania mięsa. Sam bardzo lubię tę technikę, bo pozwala na uzyskanie głębi smaku, a jednocześnie nie wymaga aż tak dużego nadzoru, jak np. grillowanie. No i co ciekawe, podczas duszenia można też dorzucić warzywa, które oddadzą swój aromat, a cały sos stanie się gęsty i esencjonalny. W praktyce zawodowej kucharze często łączą duszenie z wcześniejszym obsmażeniem właśnie po to, żeby potrawa miała pełniejszy smak. W sumie trudno o lepszą metodę do bitek wołowych – sam bym nie wymyślił nic lepszego.
Wiele osób myli duszenie z innymi technikami obróbki cieplnej, zwłaszcza gotowaniem, grillowaniem czy blanszowaniem. Takie pomyłki wynikają często z powierzchownego rozumienia tych terminów i braku praktycznego doświadczenia w kuchni. Gotowanie polega na całkowitym zanurzeniu produktu w dużej ilości płynu i utrzymywaniu wysokiej temperatury przez dłuższy czas. Mięso ugotowane w ten sposób traci jednak część soków i smaku, staje się często suche na zewnątrz, a tekstura nie jest tak delikatna jak po duszeniu. Grillowanie natomiast opiera się na szybkim i krótkotrwałym poddaniu mięsa działaniu bardzo wysokiej temperatury, najczęściej nad otwartym płomieniem lub na ruszcie. To świetna metoda do steków, szaszłyków czy karkówki, gdzie chodzi o chrupiącą skórkę i intensywny aromat dymu, ale zupełnie nie sprawdza się przy bitek wołowych wymagających dłuższego zmiękczania. Blanszowanie to w ogóle co innego – polega tylko na krótkim zanurzeniu produktu we wrzątku, czasem dla zahartowania lub łatwiejszego obrania skóry, na przykład pomidorów czy migdałów. Bitki wołowe po blanszowaniu byłyby twarde i kompletnie niesmaczne. Moim zdaniem najczęstszy błąd to traktowanie wszystkich tych metod jako zamiennych, a w rzeczywistości każda z nich nadaje się do zupełnie innych produktów i efektów końcowych. W kuchni zawodowej nie da się uzyskać klasycznych bitek wołowych bez duszenia – to po prostu najlepsza metoda pod względem smaku, konsystencji i efektywności. Warto o tym pamiętać i nie próbować skracać drogi przez wybieranie nieodpowiednich technik, bo efekt nigdy nie będzie taki, jak oczekiwany.