Kotlety pożarski to dość charakterystyczna potrawa w polskiej kuchni, szczególnie w gastronomii zgodnej z tradycyjnymi normami porcjowania. Wydawanie tej potrawy w dwóch sztukach na porcję to nie przypadek, tylko wynik przyjętych standardów technologicznych i praktyki zawodowej. Kotlet pożarski przygotowuje się z mięsa drobiowego, przeważnie kurczaka lub indyka, z dodatkiem bułki i masła, co daje mu delikatną strukturę. Wielkość pojedynczego kotleta pożarskiego jest dość niewielka w porównaniu chociażby do rumsztyku czy kotleta mielonego. Dlatego, żeby zapewnić gościowi odpowiednią kaloryczność oraz sytość porcji, podaje się dwa takie kotlety. Moim zdaniem to też fajna sprawa – lepiej prezentuje się na talerzu i można sprytnie dopasować dodatki, np. warzywa lub ziemniaki, dzieląc je między dwa kotleciki. Branżowe instrukcje, jak np. normy żywienia zbiorowego (szczególnie te stosowane w szkolnych stołówkach czy restauracjach hotelowych), wyraźnie wskazują właśnie na dwa kotlety pożarskie w jednej porcji. W praktyce, jeśli w kuchni wydasz tylko jednego, klient może poczuć się, jakby dostał niepełne danie. Warto też pamiętać, że dwie sztuki umożliwiają lepszą kontrolę jakości – jeśli jeden wyjdzie mniej udany, drugi może to zrekompensować. Ta zasada funkcjonuje od lat i zdecydowanie upraszcza pracę na wydawce.
Wybór innej potrawy niż kotlet pożarski jako dania wydawanego w dwóch sztukach na porcję wynika najczęściej z mylnego utożsamiania wielkości i charakteru dań mięsnych. Przykładowo, kotlet mielony czy rumsztyk to dania z tradycyjnie większą gramaturą pojedynczej sztuki – jeden kotlet mielony waży zwykle nawet 100-120 g, a rumsztyki bywają jeszcze masywniejsze, bo ich grubość i format mają zapewniać uczucie sytości już po jednym kawałku. W praktyce wydawanie dwóch sztuk takich dań byłoby po prostu nieekonomiczne, a czasem nawet przesadne pod względem wartości odżywczych. Medalion z kolei to zazwyczaj mały, ale za to bardzo esencjonalny kawałek mięsa – często z polędwicy, czasami z indyka lub wieprzowiny – i on też na talerzu występuje przeważnie pojedynczo, ewentualnie dwa, ale tylko w wersjach degustacyjnych czy specjalnych menu. Z mojego doświadczenia wynika, że problem wynika z braku znajomości aktualnych norm porcjowania w gastronomii zbiorowej. Łatwo popaść w pułapkę myślenia, że skoro coś jest mniejsze (jak medalion) lub powszechnie znane (jak kotlet mielony), to trzeba dać dwie sztuki. Tymczasem dobór ilości opiera się na wieloletnich wytycznych branżowych i kalkulacji wartości odżywczych oraz kosztów. Wielu uczniów i nawet początkujących kucharzy zapomina, że nie każda potrawa mięsna z natury wymaga podwójnej porcji na talerz – decyzja o liczbie sztuk zawsze powinna być oparta o fachowe instrukcje (np. normy żywienia Instytutu Żywności i Żywienia) oraz specyfikę surowca. Praktyka pokazuje, że kierowanie się wyłącznie wyglądem lub wielkością kotleta to błąd, który może prowadzić do niezadowolenia klientów i problemów z kosztami w kuchni.