Piwo niepasteryzowane naprawdę wymaga szczególnej troski jeśli chodzi o warunki przechowywania. Temperatura 2–12°C to jest taki zakres, który pozwala zachować świeżość i walory smakowe tego rodzaju piwa. Właśnie dlatego w browarach czy lokalach, gdzie sprzedaje się piwo niepasteryzowane z beczek, zawsze pilnuje się, żeby magazyny były chłodne, ale nie za bardzo. Gdyby zejść poniżej 2°C, piwo może zacząć się rozwarstwiać, czasami nawet lekko zmrozić się, a to już wpływa na jego właściwości – moim zdaniem szkoda byłoby dobre piwo tak zepsuć. O temperaturze powyżej 12°C nawet nie ma co myśleć, bo wtedy zaczyna się rozwój bakterii i drożdży, które mogą zepsuć smak i zapach trunku. Standardy branżowe, np. wytyczne Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów czy zalecenia technologiczne w browarach, jasno wskazują ten właśnie zakres jako optymalny, praktycznie wszędzie można znaleźć potwierdzenie tego w podręcznikach oraz praktycznych poradnikach barmańskich. Ja szczerze polecam trzymać się tych reguł – nawet w domu, jeżeli już zdarzy się zdobyć niepasteryzowane piwo, wrzuć je do lodówki albo jakiejś chłodnej piwnicy. Będzie smakować jak należy, no i wytrzyma tyle, ile powinno, bez obaw o utratę jakości. Piwo niepasteryzowane to produkt żywy i trochę kapryśny, ale jak się o nie zadba, odwdzięczy się smakiem jak żadne inne.
Przechowywanie piwa niepasteryzowanego w niewłaściwej temperaturze to jeden z najczęstszych błędów, z jakimi spotykam się zarówno u początkujących, jak i w niektórych lokalach. Często ludzie myślą, że im zimniej, tym lepiej – stąd wybór temperatury 0–1°C wydaje się kuszący, bo przecież piwo ma być zimne. Jednak za niska temperatura, szczególnie tuż przy zamarzaniu, może powodować wytrącanie się osadów, zniekształcenie smaku oraz destabilizację piany. To nie tylko fizyczne ryzyko „popsucia” piwa, ale też niezgodność z zaleceniami branżowymi – browary unikają aż tak niskich temperatur dla piw niepasteryzowanych. Z drugiej strony, przechowywanie w cieplejszych warunkach – typu 13–16°C albo nawet 17–26°C – to już właściwie niemal gwarantowana katastrofa dla świeżego piwa. Wysoka temperatura to idealne środowisko do rozwoju niepożądanych drobnoustrojów, przyspiesza procesy starzenia, pogarsza klarowność i sprawia, że piwo szybciej się psuje. Z mojego doświadczenia wynika, że takie przechowywanie prowadzi do powstawania posmaków stęchłych, czasem nawet kwaśnych nut, które zupełnie nie pasują do charakteru świeżego niepasteryzowanego piwa. Warto pamiętać, że niepasteryzowane piwo nie jest zabezpieczone przed bakteriami, więc temperatura odgrywa kluczową rolę w zachowaniu jego jakości. To nie jest to samo co masowo dostępne, pasteryzowane piwa, które faktycznie mogą znieść nieco gorsze warunki. Klucz to utrzymywanie stałego, chłodnego środowiska – właśnie w zakresie 2–12°C, zgodnie z branżowymi dobrymi praktykami. Pominięcie tego aspektu skraca drastycznie czas przydatności do spożycia i negatywnie wpływa na walory smakowe. Najlepiej więc stosować się do sprawdzonych zaleceń, bo to nie tylko teoria, ale i praktyka codziennej pracy z takim piwem.