To bardzo charakterystyczne naczynie to tygielek, fachowo nazywany również cezve lub ibrik. Służy on właśnie do przygotowywania kawy po turecku, co zresztą jest tradycją sięgającą setek lat. Przygotowanie kawy w tym stylu to prawdziwa sztuka – drobno zmieloną kawę zalewa się zimną wodą, czasem dodaje się cukier, a całość podgrzewa się powoli, bez mieszania, aż do momentu pojawienia się piany. Co ciekawe, nigdy nie doprowadza się do wrzenia – chodzi o to, by wydobyć pełnię aromatu i uzyskać bardzo gęstą, esencjonalną kawę, która wyróżnia się nie tylko smakiem, ale i sposobem podania. W branży gastronomicznej kawę po turecku uznaje się za jedną z najbardziej wymagających metod parzenia, bo wymaga dużej cierpliwości i wprawy. Moim zdaniem warto się jej nauczyć, bo potrafi zaskoczyć nawet największych kawoszy. Warto też zwrócić uwagę, że prawdziwe tygielki są najczęściej wykonane z miedzi i mają drewnianą rączkę, co minimalizuje ryzyko poparzenia. Używanie odpowiedniego naczynia i oryginalnej techniki to podstawa, jeśli zależy nam na autentycznym, tradycyjnym smaku – szczególnie, jeśli pracujesz w miejscu, gdzie liczy się jakość i zgodność z tradycją. Często w profesjonalnych kawiarniach czy restauracjach właśnie na tym polega przewaga – znajomość takich szczegółów i staranność w realizacji receptur. Fajnie, że ten temat się pojawił, bo to kawa z charakterem, która ma swoją historię i klimat.
Wiele osób myli tygielek z innymi naczyniami do kawy, co nie dziwi, bo przecież kultura picia kawy jest bardzo bogata i różnorodna. Jednak tygielek, czyli cezve, jest ściśle związany z tradycyjną metodą parzenia kawy po turecku. W przypadku kawy po rosyjsku używa się zupełnie innych technik – najczęściej parzy się ją w dużych dzbankach lub samowarze i jest ona bardziej rozcieńczona, z dodatkiem cukru czy mleka, czasem nawet trunków. Z kolei kawa po irlandzku to zupełnie inna bajka – jej sednem jest połączenie mocnej kawy z irlandzką whiskey i śmietanką, a do jej przygotowania używa się klasycznych filiżanek i specjalnych szklanek, nigdy tygielka. Jeśli chodzi o kawę po staropolsku, to jest to raczej określenie historyczne, które odnosi się do kawy parzonej najczęściej w imbryku, czasami wręcz przypominającej napar z fusami. Z mojego doświadczenia wielu uczniów czy pracowników gastronomii zakłada, że skoro tygielek wygląda na coś „starego”, to na pewno pasuje do którejś z tych metod, ale niestety to nie jest poprawne myślenie. W praktyce, każda z tych metod wymaga nie tylko innych naczyń, ale i odmiennych standardów przygotowania, wynikających z tradycji i oczekiwań smakowych. W branży bardzo ważne jest, by rozróżniać takie niuanse – użycie niewłaściwej techniki czy naczynia może zupełnie zmienić efekt końcowy, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się, że „to tylko kawa”. Warto więc przywiązywać wagę do detali, bo to one robią różnicę między zwykłym napojem a autentycznym przeżyciem kulinarnym. Tygielek, z charakterystyczną zwężaną szyjką i długą rączką, to po prostu synonim kawy po turecku – i tego warto się trzymać, jeśli chcemy być postrzegani jako profesjonaliści.