Przyjęcie typu Lampka wina (toast) tradycyjnie organizuje się tuż po oficjalnych uroczystościach, zazwyczaj w godzinach przedpołudniowych lub wczesnym popołudniem. 12:30 to właśnie taki moment – jest to optymalna pora, żeby goście nie byli jeszcze zmęczeni długim dniem ani nie myśleli o głównym posiłku. W branży eventowej często podkreśla się, że lampka wina to raczej forma krótkiego spotkania na stojąco, z symbolicznym toastem i ewentualnie drobnymi przekąskami. Moim zdaniem właśnie tuż po południu goście mają jeszcze energię, a atmosfera jest lekka i niezobowiązująca. W praktyce 12:30 pozwala płynnie zakończyć formalne wydarzenie, np. konferencję czy szkolenie, i jeszcze przed obiadem zaprosić wszystkich na wspólne wzniesienie toastu. Takie rozwiązanie sprzyja nawiązywaniu kontaktów, bo nie wymaga długiego siedzenia czy rozbudowanego menu. Z doświadczenia wiem, że organizacja lampki wina później (np. popołudniu) często wiąże się z niezręcznością, bo goście są już głodni albo myślą o powrocie do domu. W branżowych materiałach, np. wytycznych dla obsługi przyjęć, wyraźnie wskazuje się tę porę jako najbardziej elegancką i praktyczną. Zwróć uwagę, że w innych krajach europejskich też przyjęcia tego typu planuje się o podobnej godzinie – to już taka niepisana reguła.
Lampka wina (toast) ma swoją specyfikę – to przyjęcie krótkie, raczej oficjalne, mające podkreślić moment zakończenia jakiegoś wydarzenia czy uroczystości. Niestety dość często popełnia się błąd, przesuwając je na godziny popołudniowe albo nawet wieczorne, sądząc, że wtedy będzie bardziej „odświętnie”. To mylne przekonanie opiera się na skojarzeniach z przyjęciami koktajlowymi czy kolacjami, które rzeczywiście organizuje się później, około 16:30, 18:30 czy nawet jeszcze później. Jednak lampka wina to nie jest pełnowymiarowy bankiet czy wieczorna kolacja. W branżowych standardach oraz podręcznikach dla techników hotelarstwa i gastronomii wyraźnie podkreśla się, że najlepsza pora to tuż po południu – wtedy wydarzenie nie koliduje z obiadem ani z wieczornymi planami gości. Planowanie toastu na 14:30, 16:30 czy 18:30 może prowadzić do sytuacji, gdy goście przychodzą głodni albo zmęczeni, co zupełnie odbiera lekkość i charakter tej formy spotkania. Zdarza się, że organizatorzy błędnie traktują lampkę wina jako zamiennik lunchu lub kolacji, podczas gdy jest to wyłącznie symboliczny moment. W praktyce przesuwanie tego wydarzenia na późniejsze godziny albo dezorganizuje cały harmonogram dnia, albo powoduje, że frekwencja i zaangażowanie uczestników drastycznie spadają. Dlatego tak ważne jest rozumienie intencji i tradycji – toast w formie lampki wina planuje się najwcześniej, kiedy atmosfera jest jeszcze formalna, a goście mają czas i energię na dalsze aktywności. Myślę, że wiele osób myli tu standardy typowe np. dla recepcji wieczornych i właśnie stąd wynika wybór złych godzin.