Sprężyste mięso to jeden z najważniejszych wskaźników świeżości ryby – tak naprawdę, fachowcy z branży gastronomicznej czy rybacy zawsze to sprawdzają na pierwszym miejscu. W praktyce chodzi o to, że kiedy lekko naciśniesz palcem filet lub całą rybę, mięso powinno natychmiast wrócić do pierwotnego kształtu, bez pozostawienia wgłębienia. To oznacza, że białka jeszcze się nie rozłożyły, a struktura komórkowa jest nienaruszona, co przekłada się na dobrą jakość i świeżość produktu. W każdym dobrym sklepie rybnym czy na targu polecam po prostu dotknąć ryby – jeżeli mięso jest wiotkie, albo zostaje ślad po naciśnięciu, coś jest nie tak. Z mojego doświadczenia najlepiej robić to delikatnie, bo sprzedawcy nie zawsze to lubią, ale na profesjonalnej kuchni to już norma. Dla porównania, ryby które są już nieświeże, mają mięso rozlazłe, nie wraca do kształtu, a czasem wręcz się rozpada. Branżowe standardy HACCP czy normy unijne również wyraźnie podkreślają, że sprężystość mięsa to kluczowy parametr kontroli jakości ryb. Warto też wiedzieć, że mięso świeżej ryby oprócz tej sprężystości powinno być połyskliwe, wilgotne i mieć delikatny morski zapach – taki bonusowy sygnał, na który zawsze zwracam uwagę.
Wybierając świeżą rybę, można bardzo łatwo pomylić się, kierując się pozornie logicznymi, ale błędnymi oznakami. Wielu ludzi uważa, że matowa łuska świadczy o świeżości – w praktyce jest zupełnie odwrotnie. Dobrze zachowana, połyskliwa łuska to jeden z pierwszych sygnałów, że ryba została niedawno złowiona lub właściwie przechowywana. Matowość pojawia się, gdy ryba zbyt długo leży lub traci wodę, co z mojego doświadczenia od razu widać po kilku godzinach na powietrzu. Podobnie bywa z oczami – mętne oczy to klasyczny objaw starzenia się ryby, bo świeża ma oczy wyraźne, wypukłe i przejrzyste. Wszędzie się o tym mówi, ale wciąż widuję ludzi, którzy patrzą tylko na mięso, a nie sprawdzają oczu. Wzdęty brzuch natomiast to już ewidentny sygnał zepsucia – może świadczyć o rozpoczętych procesach gnilnych albo problemach z przechowaniem (np. złe schłodzenie, nieprawidłowy transport). To już nie tylko brak świeżości, ale wręcz ostrzeżenie przed spożyciem. Tak naprawdę najczęstszy błąd to kierowanie się samym kolorem lub wyglądem zewnętrznym, a nie sprawdzanie struktury i sprężystości mięsa. Branżowe normy i dobre praktyki w gastronomii zawsze podkreślają, żeby stosować kilka kryteriów naraz, ale sprężystość pozostaje najważniejsza. Warto wyrobić sobie nawyk sprawdzania ryby na dotyk, bo tylko to daje realny obraz jej stanu. Oczywiście, czasem trudno to ocenić na pierwszy rzut oka, ale jeśli ryba ma matową łuskę, mętne oczy i wzdęty brzuch – to już na pewno nie nadaje się do profesjonalnego wykorzystania ani do bezpiecznego spożycia.