Sałata to produkt, który wymaga przechowywania w temperaturze 4–8°C, bo w takich warunkach najlepiej zachowuje świeżość, chrupkość i wartości odżywcze. Tak jest nie tylko w gastronomii czy sklepach, ale i w domowej lodówce – moim zdaniem mało kto lubi, jak liście robią się wiotkie lub zaczynają brązowieć. Zbyt niska temperatura (np. bliska zeru) powoduje uszkodzenia komórek i wodnistość sałaty, a wyższa (np. pokojowa) przyspiesza więdnięcie i rozwój drobnoustrojów. Standardy HACCP oraz wytyczne polskich i europejskich służb sanitarno-epidemiologicznych jasno wskazują, że warzywa liściaste powinny być przechowywane w tzw. chłodni warzywnej, właśnie w takim zakresie temperatur. To po prostu się sprawdza – jeśli ktoś miał praktyki w zapleczu gastronomicznym, pewnie widział, że sałata trafia do odrębnej komory, a nie do zamrażarki czy suchego magazynu. Warto też dodać, że dzięki temu ograniczamy straty, bo po kilku dniach w takiej temperaturze sałata nadal nadaje się do użycia, czego nie da się powiedzieć przy nieprawidłowym przechowywaniu. W sumie to klasyczny przykład, że dbanie o detale w technologii żywności daje konkretne, praktyczne efekty.
Jednym z najczęstszych nieporozumień przy przechowywaniu żywności jest przyporządkowywanie produktów do niewłaściwych temperatur chłodniczych. Lody wymagają przechowywania w temperaturach znacznie niższych, zwykle poniżej -18°C, bo tylko wtedy zachowują swoją strukturę i nie dochodzi do częściowego rozmrażania, które psuje jakość. W temperaturze 4–8°C lody po prostu się rozpuszczą, co jest oczywiste dla każdego, kto choć raz próbował zostawić lody w lodówce zamiast w zamrażarce. Bułki natomiast nie powinny być przechowywane w chłodni. Pieczywo w niskiej temperaturze szybciej czerstwieje, bo skrobia się retrograduje – to taki branżowy trik, który zna każdy piekarz. Przechowywanie bułek w tej temperaturze jest błędem, bo prowadzi do pogorszenia smaku i konsystencji. Ryby, zwłaszcza świeże, powinny być przechowywane w jeszcze niższych temperaturach, najlepiej w okolicach 0–2°C, bo są bardzo podatne na szybkie psucie się z powodu obecności enzymów i drobnoustrojów. Przechowywanie ryb w 4–8°C jest niezalecane, bo znacząco skraca ich czas przydatności do spożycia i może stwarzać ryzyko zdrowotne. Wiele osób myli te zakresy, bo lodówki domowe mają zwykle jedną komorę i nie zastanawiamy się nad precyzyjnymi wymaganiami; w profesjonalnej gastronomii jednak rozróżnianie stref temperaturowych to obowiązek, nie opcja. Właściwe przyporządkowanie produktu do zakresu temperatur to nie tylko kwestia wygody – to podstawa bezpieczeństwa żywności i dbałości o jakość. Moim zdaniem, umiejętność analizowania takich zależności to kluczowa kompetencja technologa żywności i każdej osoby pracującej z produktami spożywczymi.