Zakaz stosowania surowców zawierających organizmy transgeniczne, czyli GMO, to jedna z podstawowych zasad rolnictwa ekologicznego – zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Gospodarstwa ekologiczne muszą przestrzegać restrykcyjnych norm, które mają na celu ochronę środowiska, zdrowia zwierząt i jakości produktów. Moim zdaniem, to nie jest tylko teoria czy biurokracja, bo faktycznie chodzi tu o realne ryzyko – użycie pasz z GMO może prowadzić do niepożądanych zmian w ekosystemie i trudnych do przewidzenia efektów zdrowotnych u zwierząt. Często spotykam się z tym, że rolnicy mylą synbiotyki czy dodatki mineralno-witaminowe z GMO, ale to zupełnie odrębne kategorie substancji. W praktyce, gdy kupuje się komponenty paszowe do hodowli ekologicznej, zawsze trzeba mieć certyfikaty i dokumenty potwierdzające brak GMO. Dobre praktyki to nie tylko przestrzeganie zakazu, ale też regularne szkolenia i świadomość całego zespołu w gospodarstwie. Ważne, by pamiętać, że nawet niewielka domieszka surowców z GMO w paszy może skutkować utratą certyfikatu ekologicznego dla całej produkcji. To spore ryzyko. Podsumowując, ta odpowiedź wynika bezpośrednio z przepisów i idei rolnictwa ekologicznego – bez kompromisów co do GMO.
Wiele osób sądzi, że ekologiczne żywienie zwierząt oznacza całkowite wykluczenie wszelkich dodatków, takich jak minerały czy witaminy, a nawet synbiotyki. Jednak w rzeczywistości to nie jest takie czarno-białe. Komponenty mineralne oraz witaminy są wręcz niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu zwierzęcego, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z intensywną produkcją mleka czy jaj. Standardy ekologiczne dopuszczają użycie tych dodatków, pod warunkiem że zostały one specjalnie dopuszczone do stosowania w rolnictwie ekologicznym, no i pochodzą z odpowiednich źródeł. Głównym wymogiem jest, by stanowiły uzupełnienie naturalnej diety – nie mogą być stosowane jako zamiennik naturalnych składników paszy. Synbiotyki z kolei, czyli połączenie probiotyków i prebiotyków, wpisują się w filozofię ekologicznego podejścia – wspierają naturalną odporność oraz korzystną mikroflorę jelit zwierząt, co jest bardzo pożądane w systemach bez użycia antybiotyków. Z mojego doświadczenia wynika, że najwięcej nieporozumień budzi właśnie kwestia dodatków – często mylnie uznawane są za sztuczne lub szkodliwe, podczas gdy w rzeczywistości ich odpowiednie użycie może tylko poprawić dobrostan zwierząt. Natomiast największe ograniczenia dotyczą surowców zawierających GMO, które z definicji są zabronione w rolnictwie ekologicznym. Typowym błędem jest zbyt dosłowne traktowanie zasad ekologii i unikanie wszystkiego, co ma jakiekolwiek „dodatki”, a przecież klucz tkwi w źródłach i jakości tych składników oraz zgodności z obowiązującymi przepisami. Warto patrzeć na sprawę szerzej i nie popadać w skrajności – bo przez takie uproszczenia łatwo stracić z oczu prawdziwe cele rolnictwa ekologicznego.