Współczynnik przelotowości na poziomie 0,75 dla jałówek cielnych to taki trochę złoty standard przy planowaniu obsady oraz wykorzystywaniu powierzchni obory. Oznacza on, że na danej powierzchni możliwe jest utrzymanie około 75% jej maksymalnej wydajności, a pozostałe 25% trzeba uwzględnić na przestrzeń technologiczną i naturalne straty wynikające z cyklu hodowlanego (np. rotacje, okresy zasuszenia, przerwy w użytkowaniu). W praktyce, stosując taki współczynnik, hodowca nie ryzykuje nadmiernego zagęszczenia zwierząt czy problemów z wentylacją i higieną – a to z kolei przekłada się na zdrowotność, wyniki rozrodu oraz komfort pracy ludzi w gospodarstwie. Takie wartości podają zarówno podręczniki, jak i wytyczne Instytutu Zootechniki. Z mojego doświadczenia w gospodarstwach, w których próbuje się na siłę upchnąć więcej zwierząt (czyli zawyżać współczynnik do np. 0,9 czy nawet do 1,0), bardzo szybko pojawiają się problemy – większa liczba jałówek na zbyt małej powierzchni to stres, większe ryzyko urazów i chorób, a także spadek przyrostów. Warto trzymać się tych 0,75, bo to daje margines bezpieczeństwa na różne nieprzewidziane sytuacje i gwarantuje zgodność z wymogami dobrostanu zwierząt. Zresztą nawet przy projektowaniu nowych budynków inżynierowie zawsze biorą te wartości jako punkt wyjścia.
Współczynnik przelotowości nie powinien być mylony z maksymalnym wykorzystaniem powierzchni obory czy stajni, bo to prowadzi do błędów przy planowaniu obsady i może spowodować poważne problemy w praktyce. Rzeczywistość jest taka, że współczynnik na poziomie 1,00 oznaczałby pełne wykorzystanie każdego metra kwadratowego na zwierzęta, bez uwzględnienia choćby przejść, powierzchni technologicznych, strefy buforowej czy nawet miejsca na karmienie i odpoczynek. To podejście teoretyczne, kompletnie niepraktyczne – w żadnej nowoczesnej oborze nie stosuje się takiego wskaźnika, bo prowadziłoby to do przegęszczenia, pogorszenia mikroklimatu i wzrostu zachorowań, co potwierdzają liczne badania branżowe i zalecenia instytutów zootechniki. Z kolei 0,90 to wciąż zbyt wysoka wartość, która może wydawać się kusząca z ekonomicznego punktu widzenia (bo więcej zwierząt na tej samej powierzchni to potencjalnie większa produkcja), ale to krótkowzroczne myślenie. Praktyka pokazuje, że już w takich warunkach zaczynają się problemy z samopoczuciem zwierząt, agresją czy rozwojem schorzeń racic oraz układu oddechowego. Natomiast 0,50 to podejście zbyt zachowawcze – pozostawia zbyt dużo niewykorzystanej powierzchni, co jest po prostu nieekonomiczne i rzadko spotykane nawet w gospodarstwach ekologicznych. Typowy błąd, jaki pojawia się przy tych odpowiedziach, to nieznajomość aktualnych standardów lub mylenie współczynnika przelotowości z innymi wskaźnikami (np. obsady czy pojemności obory). Warto pamiętać, że branżowe zalecenia i praktyka wypracowały kompromis właśnie na poziomie około 0,75 – i to tej wartości należy się trzymać przy każdej racjonalnej kalkulacji i projektowaniu budynków inwentarskich, żeby nie wpaść w pułapkę nieefektywności albo problemów zdrowotnych zwierząt.