Odpowiedź jest prawidłowa, bo po 15 dniach wiercenia firma wiertnicza rzeczywiście straciła 150 000 zł. Spójrz na to tak – koszt pracy urządzenia to 30 000 zł dziennie, a przez 15 dni daje to łącznie 450 000 zł wydatków. Plan zakładał, że po tym czasie otwór osiągnie głębokość -363 m, a tymczasem faktycznie udało się wywiercić tylko do -250 m. To aż 113 m mniej niż zakładano. W praktyce oznacza to, że firma poniosła spore straty: zapłaciła za pełne 15 dni pracy, ale nie uzyskała zakładanych efektów. Liczymy prostą proporcję – skoro za 363 m miało być 450 000 zł, to za uzyskane 250 m powinna zapłacić tylko ok. 309 917 zł (250/363 x 450 000 zł). Tak naprawdę więc „nadpłata” to właśnie 450 000 zł minus 309 917 zł, czyli około 140 083 zł – ale w realiach egzaminacyjnych, przy takim uproszczeniu jak w tym zadaniu, przyjmujemy stratę w wysokości 5 dni pracy po 30 000 zł, czyli 150 000 zł. Takie sytuacje niestety zdarzają się w branży, szczególnie gdy dochodzi do nieprzewidzianych przestojów lub problemów technicznych. Z mojego doświadczenia wynika, że analiza postępu robót i bieżące porównania planu z realizacją są standardem na każdej profesjonalnej wiertni. Pozwala to szybko reagować i minimalizować straty. Warto pamiętać, że w kalkulacjach efektywności bierze się nie tylko pod uwagę koszty bezpośrednie, ale też straty wynikające z opóźnień czy nieosiągnięcia założonych parametrów. Z branżowego punktu widzenia najlepszą praktyką jest prowadzenie codziennego monitoringu kosztów i postępu wiercenia, bo każda godzina przestoju lub zmniejszonej wydajności to realne straty finansowe.
W tej sytuacji dość łatwo pomylić się przy szacowaniu strat lub zysków – często podświadomie zakłada się, że każda praca, nawet jeśli nie do końca efektywna, przynosi choć częściowe oszczędności. Tymczasem, jeśli po 15 dniach wiercenia firma nie osiągnęła zakładanej głębokości, a poniosła wszystkie zaplanowane koszty, nie ma mowy o oszczędnościach. Niewłaściwe jest uznanie, że firma „zaoszczędziła 150 000 zł” albo „zaoszczędziła 60 000 zł” – takie podejście ignoruje fakt, że zapłacono pełną kwotę za sprzęt i całą obsługę, a nie uzyskano planowanego efektu. Równie nietrafione jest myślenie, że „strata wyniosła 60 000 zł”. W rzeczywistości strata wynosi tyle, ile kosztowałby ten fragment wiercenia, którego nie udało się zrealizować w założonym czasie. Na podstawie przedstawionej tabeli jasno widać, że po 15 dniach uzyskano tylko 250 m, podczas gdy plan zakładał 363 m – czyli różnica to 113 m, co odpowiada około 5 dniom pracy przy tej samej wydajności (bo tempo pracy przez większość dni było zbliżone). Koszt 5 dni to właśnie 150 000 zł. Typowym błędem myślowym jest nieuwzględnienie nie tylko bezpośredniego kosztu pracy, ale też konsekwencji opóźnienia – wydłuża się czas najmu sprzętu, harmonogram prac innych ekip się przesuwa, mogą pojawić się dodatkowe kary umowne, a cała inwestycja traci na rentowności. Według standardów branży regularna analiza postępu i kosztów jest kluczowa – pozwala szybko zidentyfikować zagrożenia dla budżetu i efektywności. W praktyce, jeśli nie osiągniemy planowanych parametrów w zaplanowanym czasie, to nie tylko nie ma mowy o oszczędnościach, ale pojawiają się konkretne straty, które mogą być znacznie większe niż proste przemnożenie liczby dni przez koszt. Takie sytuacje wymagają od kierownictwa szybkich decyzji naprawczych, bo każda doba opóźnienia to realne obciążenie dla firmy.