Brązowa piana na powierzchni rosołu to klasyczny efekt denaturacji białek prostych, głównie pochodzących z mięsa i kości. Pod wpływem temperatury białka tracą swoją naturalną strukturę przestrzenną, ścinają się, łączą z drobnymi cząstkami zanieczyszczeń, krwi, soków tkankowych i tworzą właśnie tę pianę, która często ma szarobrązowy kolor. Moim zdaniem warto to dobrze rozumieć, bo od umiejętnego „szumowania” zależy klarowność i estetyka rosołu. W praktyce dobre standardy gastronomiczne mówią, żeby rosół zaczynać od zimnej wody i bardzo powoli go podgrzewać, bez gwałtownego gotowania. Wtedy białka mają czas wydzielić się na powierzchnię i można je spokojnie zebrać łyżką cedzakową lub zwykłą łyżką. Dzięki temu wywar jest klarowny, ma ładny kolor i czysty smak, bez posmaku przypalonego białka czy goryczki. W profesjonalnej kuchni zwraca się też uwagę, żeby po zagotowaniu zmniejszyć moc palnika do lekkiego „mrugania”, bo silne wrzenie rozbija pianę i rozprowadza ścięte białka po całym wywarze, co powoduje zmętnienie. Warto też wiedzieć, że podobne zjawisko denaturacji białek widać przy gotowaniu innych wywarów, np. z kości wołowych, drobiowych, a nawet przy gotowaniu strączków z dodatkiem wędzonki. Z mojego doświadczenia kuchennego, systematyczne zdejmowanie tej piany to jedna z prostszych, ale bardzo „profesjonalnych” czynności, które od razu podnoszą poziom dania i pokazują dbałość o technikę kulinarną.
Brązowa piana na rosole wielu osobom kojarzy się z różnymi procesami, które faktycznie zachodzą w garnku, ale nie one są jej bezpośrednią przyczyną. Warto to sobie raz porządnie poukładać, bo to typowy temat, który miesza się w głowie na egzaminach i w praktyce kuchennej. Pęcznienie kolagenu to proces dotyczący tkanki łącznej, ścięgien, chrząstek. Kolagen w wodzie i pod wpływem długotrwałej obróbki cieplnej przechodzi w żelatynę, nadaje wywarowi lepkość, „ciało” i przyjemną konsystencję ustną. Jednak nie tworzy on piany na powierzchni, tylko rozpuszcza się w całym rosole. To raczej element budujący strukturę bulionu, a nie jego pianę. Podobnie z wytapianiem tłuszczów: tłuszcz z mięsa i kości rzeczywiście się rozpuszcza i wypływa na wierzch, tworząc warstwę tłuszczu, często złocistą. Może on łapać drobne cząstki białka czy przypraw, ale sam tłuszcz nie tworzy typowej brązowej piany. To, co widzimy jako pianę, to przede wszystkim ścięte białka i zanieczyszczenia, które gromadzą się na granicy fazy wodnej i tłuszczowej. Częsty błąd polega na tym, że jak coś jest brązowe, to od razu kojarzy się z karmelizacją. Karmelizacja cukrów prostych zachodzi jednak w zupełnie innych warunkach: przy wysokich temperaturach, zwykle powyżej 160°C, na suchej powierzchni lub przy bardzo małej ilości wody, np. na patelni przy smażeniu, pieczeniu, opalaniu warzyw. W garnku z rosołem mamy temperaturę około 100°C i środowisko wodne, więc karmelizacja praktycznie nie zachodzi. Dlatego nie można jej łączyć z powstawaniem piany. Kluczem jest zrozumienie, że pianę tworzą zdenaturowane białka proste, a reszta procesów – pęcznienie kolagenu, wytapianie tłuszczu, ewentualne zbrązowienie składników – to zjawiska towarzyszące, ale nie główna przyczyna. W dobrej praktyce gastronomicznej odróżnianie tych procesów jest ważne, bo pozwala świadomie kontrolować klarowność, smak i teksturę wywaru, zamiast działać na zasadzie „na oko” i przypadkowych skojarzeń.