Do klasycznej tempury potrzebna jest właśnie lodowata woda, zmieszana z mąką pszenną, mąką ziemniaczaną i jajem. Niska temperatura ciasta jest kluczowa, bo spowalnia rozwój glutenu w mące pszennej. Dzięki temu ciasto pozostaje lekkie, delikatne i po usmażeniu daje charakterystyczną, kruchą, lekko „chropowatą” panierkę, a nie twardą skorupę jak przy zwykłym cieście naleśnikowym. W profesjonalnej kuchni często schładza się miskę, używa kostek lodu w wodzie albo trzyma ciasto w lodówce dosłownie do momentu użycia. Moim zdaniem to jedna z tych małych rzeczy, które robią ogromną różnicę w jakości potrawy. W przypadku kalmarów ma to szczególne znaczenie, bo ich mięso jest delikatne i łatwo je „zabić” za grubą, nasiąkniętą tłuszczem panierką. Dobrze przygotowana tempura powinna po usmażeniu być jasna, chrupiąca, z widocznymi pęcherzykami powietrza, a sam kalmar pozostaje miękki i soczysty. W dobrych praktykach gastronomicznych podkreśla się też, że ciasto na tempurę miesza się bardzo krótko, tylko do połączenia składników, najlepiej pałeczkami, zostawiając grudki – właśnie w połączeniu z lodowatą wodą to daje ten efekt lekkości. Warto pamiętać, że olej do smażenia musi być dobrze rozgrzany, a ciasto zimne – kontrast temperatur jest tu po prostu częścią techniki kulinarnej, szczególnie w kuchni japońskiej.
W przypadku tempury kluczowa jest nie tylko lista składników, ale przede wszystkim ich temperatura i sposób łączenia. Użycie wrzącej wody wydaje się czasem logiczne osobom przyzwyczajonym do ciast parzonych, np. na ptysie czy kluski parzone. Jednak to zupełnie inna technika. Wrzątek silnie żeluje skrobię i aktywuje gluten w mące pszennej, przez co ciasto staje się ciężkie, elastyczne i po usmażeniu tworzy grubą, twardą powłokę. A w tempurze chodzi o coś odwrotnego – o lekkość, kruchość i delikatność otoczki. Podobny problem pojawia się przy gorącej śmietance. Tłuszcz ze śmietanki dodatkowo obciąża strukturę ciasta, a wysoka temperatura znowu nadmiernie rozwija gluten. Efekt końcowy jest bardziej zbliżony do ciężkiego ciasta naleśnikowego albo gęstej panierki, a nie do klasycznej, japońskiej tempury. Śmietanka sama w sobie nie jest typowym składnikiem tej techniki, odstaje od standardów branżowych i tradycyjnych receptur kuchni świata. Schłodzona śmietanka brzmi na pierwszy rzut oka trochę lepiej, bo jest zimna, ale nadal nie rozwiązuje problemu zbyt dużej zawartości tłuszczu i innej struktury białek niż w wodzie. Tłuszcz w cieście ogranicza charakterystyczne bąbelkowanie i chrupkość, a tempura zaczyna przypominać raczej ciężkie ciasto do smażenia ryby w stylu fish and chips, niż lekką otoczkę do kalmarów. Typowym błędem myślowym jest tu przenoszenie doświadczeń z innych rodzajów ciast i sosów: skoro gorąca woda czy śmietanka dobrze działa w ptysiach, sosach czy zupach krem, to „pewnie poprawi” też tempurę. W profesjonalnych standardach kuchni japońskiej przyjmuje się jednak jasno: baza to mąka, jajo i bardzo zimna, najlepiej lodowata woda. To właśnie niska temperatura i minimalne mieszanie ciasta ograniczają rozwój glutenu, zapewniają delikatną strukturę i odpowiednią teksturę panierki po smażeniu w głębokim, dobrze rozgrzanym tłuszczu.