Prawidłowa kolejność czynności dobrze odzwierciedla profesjonalną technikę przygotowania ciasta na kopytka. Najpierw ziemniaki trzeba ugotować, najlepiej w mundurkach albo w małej ilości wody, żeby nie wchłonęły za dużo wilgoci. Potem przeciska się je przez praskę – to ważne, bo dzięki temu masa ziemniaczana jest jednolita, bez grudek, a ciasto po wyrobieniu będzie delikatne i sprężyste. Przeciskanie przed dodaniem mąki i jajka zapobiega powstawaniu twardych, zbitych kawałków. Następnie masa trafia na stolnicę, gdzie dopiero wtedy dosypujemy mąkę i dodajemy jajo. To pozwala kontrolować ilość mąki – im mniej, tym kopytka bardziej miękkie i typowo „domowe”, ale wciąż stabilne podczas gotowania. Potem następuje zarabianie ciasta, czyli dokładne połączenie składników, aż do uzyskania jednolitej masy, i dopiero później właściwe zagniecenie, czyli krótkie, ale energiczne wyrabianie. W gastronomii zaleca się nie wyrabiać ciasta zbyt długo, bo wtedy ziemniaki zaczynają puszczać skrobię i kopytka robią się gumowate. Na końcu z gotowego ciasta formuje się wałeczki i ukośnie odcina kopytka, starając się, żeby porcje były w miarę równe – to ułatwia równomierne gotowanie i ładną prezentację na talerzu. Moim zdaniem ta kolejność jest po prostu najbardziej logiczna: najpierw obróbka ziemniaka, potem dodawanie składników wiążących, na końcu formowanie. Tak uczy się też w szkołach gastronomicznych i tak pracuje się w większości profesjonalnych kuchni.
W przygotowaniu ciasta na kopytka kluczowa jest logika obróbki surowca, a więc ziemniaka, oraz moment, w którym dodaje się pozostałe składniki. Najczęstszy błąd polega na mieszaniu etapów i wykonywaniu czynności w złej kolejności. Jeżeli do całych lub nieprzetartych ziemniaków od razu dodamy mąkę i jajko, a dopiero potem spróbujemy przeciskać masę przez praskę, to w praktyce jest to niewykonalne technicznie. Praska jest przeznaczona do czystych, ugotowanych ziemniaków, nie do gęstego, częściowo wyrobionego ciasta. Powstaje wtedy coś w rodzaju zwartej bryły, której nie da się równo przecisnąć, a dodatkowo niszczymy strukturę glutenu z mąki przez niepotrzebne ściskanie. Inny problem to mylenie pojęć „zarobić ciasto” i „zagnieść ciasto”. W kuchni zawodowej przyjmuje się, że najpierw zarabia się składniki – czyli łączy się je do momentu, aż mąka, jajko i ziemniaki stworzą jednolitą masę – a dopiero potem krótko zagniata, żeby uzyskać odpowiednią sprężystość. Jeśli próbujemy zagniatać samą masę ziemniaczaną bez wcześniejszego, świadomego dodania mąki i jajka, to tak naprawdę ugniatamy tylko ziemniaki, nie tworząc jeszcze właściwego ciasta. Prowadzi to do nadmiernego rozdrobnienia i uwolnienia skrobi, a finalny wyrób może mieć kleistą, gumowatą konsystencję. Często spotykany jest też tok myślenia: „im wcześniej dodam mąkę, tym lepiej się wszystko połączy”. W przypadku kopytek to jest złudne. Zbyt wczesne i chaotyczne łączenie składników utrudnia kontrolę ilości mąki i może skończyć się twardymi, zbitymi kopytkami. Dobra praktyka mówi jasno: najpierw pełna obróbka ziemniaka (gotowanie, odparowanie, przeciskanie), potem stopniowe dodawanie mąki i jajka na stolnicy, zarobienie i krótkie zagniecenie, a dopiero na końcu formowanie wałków i porcjowanie. Dzięki temu zachowujemy właściwą strukturę ciasta, równą konsystencję i powtarzalną jakość porcji, co w gastronomii jest absolutnie kluczowe.