Tradycyjny sos pesto alla genovese opiera się właśnie na tym, co jest w odpowiedzi: świeże liście bazylii, czosnek, dobrej jakości oliwa z oliwek, starty ser twardy (najczęściej parmezan lub mieszanka Parmigiano Reggiano i Pecorino) oraz orzeszki pinii. Kluczowa jest też technika – składniki powinno się ucierać, a nie brutalnie miksować na wysokich obrotach, bo z mojego doświadczenia wtedy bazylia się „podgotowuje” od temperatury i traci kolor oraz aromat. Ucieranie w moździerzu pozwala stopniowo uwalniać olejki eteryczne z bazylii i czosnku oraz równomiernie emulgować oliwę z tłuszczem z orzeszków i sera. W kuchni profesjonalnej zwraca się uwagę na kolejność: najpierw czosnek z solą i orzeszkami, potem bazylia, na końcu sery i oliwa – to jest standardowa dobra praktyka w gastronomii. Tak przygotowane pesto ma intensywny, świeży smak i gładką, ale nie całkiem kremową strukturę, z wyczuwalnymi drobnymi kawałkami. Taki sos stosuje się nie tylko do makaronu, ale też do doprawiania minestrone, jako marynatę do mięsa drobiowego, dodatek do carpaccio z pomidorów, czy jako bazę do kanapek typu panini. Warto pamiętać, że sól dodajemy ostrożnie, bo ser i tak jest słony. W profesjonalnej kuchni trzyma się też zasad, żeby pesto nie gotować – dodaje się je na końcu, do gorącego, ale już nie gotującego się dania, żeby zachować kolor i aromat.
W pytaniu chodzi o tradycyjny sos pesto, czyli konkretną, dość klasyczną recepturę z kuchni włoskiej, a dokładniej liguryjskiej. Podstawą jest bazylia, oliwa, czosnek, twardy ser dojrzewający i orzeszki pinii. Każde odejście od tego zestawu zmienia charakter sosu na zupełnie inną pastę ziołową. Częsty błąd polega na tym, że ktoś kojarzy pesto ogólnie jako „zielony sos z ziół” i uznaje, że prawie każda mieszanka ziół z tłuszczem i przyprawami będzie pasować do definicji. To tak nie działa – w gastronomii profesjonalnej nazwy tradycyjnych sosów są dość precyzyjne. Wariant z twarogiem, mlekiem i śmietanką to raczej pasta serowa lub dip ziołowy, świetny do pieczywa czy warzyw, ale nie ma nic wspólnego z klasycznym pesto alla genovese, bo brakuje bazylii jako głównego surowca, brak jest też oliwy jako podstawowego nośnika smaku i nie ma orzeszków pinii. To zupełnie inna kategoria technologiczna sosu, opartego na produktach mlecznych, a nie na tłuszczu roślinnym. Z kolei mieszanka czosnku z solą i ziołami typu mięta cytrynowa i melisa może przypominać aromatyczną pastę ziołową, może fajną do jagnięciny czy deserów, ale to nadal nie jest pesto, bo nie występuje charakterystyczny profil smakowy bazylii i sera, ani klasyczne orzechy. Miksowanie tego typu ziół tworzy raczej sos ziołowy, a nie sos z tradycyjnej kuchni włoskiej. Odpowiedź z dodatkiem musztardy i octu winnego również prowadzi w stronę zupełnie innego typu sosu – bardziej winegretu ziołowego niż pesto. Ocet i musztarda silnie modyfikują smak, wprowadzając wyraźną kwasowość i ostrość, co kłóci się z delikatnie kremowym, ziołowo-orzechowym charakterem klasycznego pesto. Dodatek mięty też odciąga od oryginalnej receptury. W praktyce zawodowej takie modyfikacje można oczywiście tworzyć jako autorskie sosy inspirowane pesto, ale nie wolno ich opisywać jako tradycyjne pesto alla genovese, bo wprowadza to w błąd gościa i jest niezgodne z zasadami poprawnej nomenklatury kulinarnej.