Prawidłowy wybór wynika z charakteru obróbki sauté. W tej technice mięso smaży się szybko, na dość wysokiej temperaturze, na niewielkiej ilości tłuszczu, najczęściej w porcjach porcjowanych, bez wcześniejszego duszenia czy długiego dochodzenia. Do takiej obróbki potrzebny jest surowiec miękki z natury, czyli właśnie mięso nietłuste, o delikatnej strukturze tkanek. Chodzi głównie o mięśnie o małej zawartości tkanki łącznej, słabo przerośnięte ścięgnami i błonami, np. polędwica wołowa, schab środkowy wieprzowy, pierś z kurczaka, polędwiczki. Takie elementy pozwalają uzyskać soczysty, miękki produkt końcowy po krótkim smażeniu. W gastronomii przyjmuje się zasadę: im krótsza obróbka cieplna, tym mięso musi być delikatniejsze i wyższej klasy kulinarnej. Mięso z dużą ilością tkanki łącznej wymaga natomiast długotrwałego duszenia lub gotowania, żeby kolagen mógł się rozkładać do żelatyny. W praktyce restauracyjnej do potraw sauté (np. medaliony, eskalopki, minutki z patelni) wybiera się zawsze elementy o drobnowłóknistej strukturze, bez twardych błon, o równomiernej strukturze mięsa. Moim zdaniem to jedno z kluczowych rozróżnień w pracy kucharza: umiejętność dobrania rodzaju mięsa do techniki obróbki, bo nawet najlepsza technika nie uratuje twardego, ścięgnistego kawałka przeznaczonego pierwotnie do duszenia czy gotowania.
Sedno problemu w tym pytaniu polega na zrozumieniu, jak rodzaj tkanki w mięsie wpływa na dobór techniki cieplnej. Sauté to metoda krótkiego, intensywnego smażenia na niewielkiej ilości tłuszczu, więc mięso musi być miękkie z natury. Odpowiedzi, które sugerują przewagę tkanki łącznej, błon i ścięgien, kierują raczej w stronę surowca odpowiedniego do duszenia, gotowania lub pieczenia długotrwałego, a nie do obróbki typu sauté. Mięso zawierające głównie tkankę łączną, nawet jeśli pochodzi z młodych sztuk, będzie wymagało czasu, aby kolagen rozpadł się do żelatyny i zmiękł. Krótkie smażenie sprawi, że taki kawałek będzie po prostu twardy, żylasty i nieprzyjemny w jedzeniu. Podobnie mięso przerośnięte błonami i ścięgnami, nawet określane jako dobrej jakości, w praktyce gastronomicznej kwalifikuje się do gulaszy, potrawek, dań duszonych, gdzie długi czas obróbki i wilgotne środowisko pozwalają na zmiękczenie tkanki łącznej. Opcja mówiąca o mięsie nietłustym, ale przerośniętym tkanką łączną, to klasyczny przykład surowca „nie do minutek”: niby chude, więc ktoś może pomyśleć, że będzie dobre na patelnię, ale obecność twardych włókien powoduje, że w krótkim smażeniu nie zdąży zmięknąć. Typowym błędem jest kierowanie się tylko zawartością tłuszczu, bez zwrócenia uwagi na strukturę tkanek. W profesjonalnych kuchniach stosuje się prostą zasadę: do smażenia sauté wybiera się mięśnie o delikatnych włóknach, małej ilości tkanki łącznej i równomiernej budowie, natomiast wszystkie bardziej ścięgniste elementy przeznacza się na potrawy wymagające dłuższej obróbki. To nie jest kwestia gustu, tylko fizjologii mięsa i technologii gastronomicznej – jeśli technika jest szybka, surowiec musi być miękki od początku.