Proces, o który chodzi w pytaniu, to jełczenie tłuszczu. W wysokiej temperaturze tłuszcze, szczególnie te długo przechowywane i mające kontakt z tlenem, ulegają utlenianiu i rozkładowi. Powstają wtedy nadtlenki, aldehydy, ketony i inne związki, które dają charakterystyczny, nieprzyjemny, zjełczały zapach i smak. Moim zdaniem to jedna z ważniejszych rzeczy w gastronomii, bo nawet świetnie przygotowane danie będzie po prostu niesmaczne, jeśli użyje się starego, przegrzanego tłuszczu. W praktyce kuchennej jełczenie przyspiesza nie tylko wysoka temperatura, ale też światło, dostęp powietrza oraz obecność metali, np. żelaza czy miedzi. Dlatego dobre praktyki mówią jasno: tłuszcze przechowujemy w chłodnym, zacienionym miejscu, w szczelnie zamkniętych opakowaniach, z dala od źródeł ciepła. Oleje roślinne po otwarciu butelki nie powinny stać miesiącami na półce nad kuchenką, tylko raczej w szafce lub nawet w lodówce, jeśli producent to dopuszcza. W gastronomii zawodowej zwraca się też uwagę na to, żeby nie używać wielokrotnie tego samego tłuszczu do głębokiego smażenia, bo przegrzany tłuszcz nie tylko szybciej jełczeje, ale też tworzy związki szkodliwe dla zdrowia. Z mojego doświadczenia warto regularnie kontrolować zapach i barwę tłuszczu: jeśli zaczyna ciemnieć, pienić się, ma ostry, gryzący aromat – to jest sygnał, że procesy jełczenia i degradacji postępują i tłuszcz należy wymienić. To nie jest tylko kwestia smaku, ale też jakości zdrowotnej potraw, co podkreślają normy higieniczne i zasady dobrej praktyki produkcyjnej w gastronomii.
W tym pytaniu kluczowe jest zrozumienie, jakie procesy chemiczne zachodzą w konkretnych grupach produktów spożywczych. W tłuszczach przechowywanych w zbyt wysokiej temperaturze dominuje proces jełczenia, czyli powolnego utleniania i rozkładu tłuszczu, a nie zjawiska kojarzone z białkami czy cukrami. Częsty błąd polega na tym, że wszystko, co „psuje się od ciepła”, wrzuca się do jednego worka i myli pojęcia. Denaturacja dotyczy przede wszystkim białek, a nie tłuszczów. To zjawisko, w którym struktura przestrzenna białka ulega nieodwracalnym zmianom pod wpływem temperatury, soli, kwasów itp. Przykład z kuchni to ścinanie się białka jaja podczas gotowania lub pieczenia mięsa, gdzie włókna białkowe się kurczą. Tłuszcz w tym czasie się topi, może się rozkładać, ale nie „denaturuje” jak białko. Kolejne pojęcie to karmelizacja, która zachodzi w cukrach, głównie sacharozie i innych węglowodanach, pod wpływem wysokiej temperatury. Obserwujemy ją przy robieniu karmelu z cukru, przy rumienieniu się powierzchni ciast czy deserów. To nie ma nic wspólnego z procesami psucia się tłuszczu podczas przechowywania. Podobnie dekstrynizacja dotyczy skrobi, np. w mące czy pieczywie. W wysokiej temperaturze skrobia rozkłada się do dekstryn, co daje charakterystyczny smak i zabarwienie, jak w zrumienionej skórce chleba czy grzankach. To proces typowy dla produktów zbożowych, a nie dla olejów, smalcu czy masła. W kontekście przechowywania tłuszczów kluczowa jest właśnie kontrola temperatury, dostępu światła i powietrza, bo to wpływa na tempo jełczenia. Mylenie tych pojęć wynika najczęściej z kojarzenia różnych procesów cieplnych „w jednym”, bez rozróżnienia, czy mamy do czynienia z białkiem, cukrem, skrobią czy tłuszczem. W gastronomii warto to sobie jasno poukładać, bo od tego zależy zarówno jakość sensoryczna potraw, jak i bezpieczeństwo żywieniowe.