W przypadku ogórków konserwowych klasyczny, stosowany w gastronomii i przemyśle spożywczym zestaw to właśnie kwas octowy oraz pasteryzacja. Kwas octowy, najczęściej w postaci octu spirytusowego, zakwasza zalewę do takiego poziomu pH, w którym większość drobnoustrojów ma bardzo utrudnione warunki do rozwoju. To jest podstawowy mechanizm utrwalania – środowisko kwaśne hamuje bakterie, drożdże i pleśnie. Sama obecność kwasu jednak nie wystarcza, dlatego zgodnie z dobrą praktyką technologiczną ogórki w zalewie poddaje się pasteryzacji, czyli ogrzewaniu w temperaturze zwykle około 75–90°C przez określony czas. Taki proces niszczy wegetatywne formy mikroorganizmów, a jednocześnie nie rozgotowuje warzyw, dzięki czemu ogórki pozostają jędrne. W podręcznikach gastronomicznych i normach branżowych pasteryzacja jest wskazywana jako standard dla przetworów warzywnych w zalewach octowych, szczególnie w słoikach typu twist-off. W praktyce kuchennej wygląda to tak, że napełnione, dobrze zamknięte słoiki z ogórkami wkłada się do garnka lub pasteryzatora, zalewa wodą do wysokości zakrętek i ogrzewa przez kilkanaście minut od momentu lekkiego wrzenia. Moim zdaniem to jedna z prostszych i pewniejszych metod, a przy zachowaniu czystości i właściwych proporcji zalewy daje bardzo stabilny produkt o długim okresie przydatności do spożycia. Warto też pamiętać, że kombinacja: odpowiednie pH, wysoka temperatura i szczelne opakowanie to podstawa bezpieczeństwa mikrobiologicznego takich przetworów.
Przy utrwalaniu ogórków konserwowych łatwo pomylić różne kwasy i procesy, bo w przetwórstwie żywności występuje kilka podobnie brzmiących metod. Ogórki konserwowe to produkt w zalewie octowej, więc kluczową rolę odgrywa kwas octowy, a nie kwas mlekowy. Kwas mlekowy wiąże się raczej z ogórkami kiszonymi, gdzie zachodzi naturalna fermentacja mlekowa, prowadzona przez bakterie kwasu mlekowego. Tam nie dodaje się octu, tylko polega na pracy mikroflory i odpowiednim zasoleniu. W przypadku konserw, czyli ogórków w occie, nie ma klasycznej fermentacji – środowisko jest sztucznie zakwaszone octem, co zmienia całkowicie technologię utrwalania. Inny obszar nieporozumień dotyczy doboru procesu cieplnego. Liofilizacja to suszenie przez sublimację w bardzo niskiej temperaturze i pod obniżonym ciśnieniem. Stosuje się ją do produktów o wysokiej wartości dodanej, np. kawy rozpuszczalnej, owoców do dekoracji deserów czy dań instant, ale kompletnie nie pasuje do ogórków w zalewie, bo one są przechowywane w postaci mokrej, w słoikach, a nie jako suchy produkt. Sterylizacja z kolei to proces w wyższej temperaturze, zwykle powyżej 100°C, stosowany do wyrobów niskokwasowych, jak konserwy mięsne czy niektóre dania gotowe. Ogórki w occie mają odczyn kwaśny, więc sterylizacja nie jest konieczna, a mogłaby wręcz pogorszyć jakość sensoryczną – byłyby miękkie, rozgotowane, tracące jędrność. Tyndalizacja, choć brzmi fachowo, to technika wielokrotnej pasteryzacji stosowana raczej w warunkach laboratoryjnych lub przy bardzo specyficznych produktach. Polega na kilkukrotnym ogrzewaniu i chłodzeniu, żeby zniszczyć także formy przetrwalnikowe drobnoustrojów. W typowej gastronomii, przy zwykłych przetworach warzywnych, nie jest to standardowa metoda, bo jest czasochłonna i mało praktyczna. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś kojarzy: "im bardziej skomplikowana nazwa, tym lepiej utrwala". W praktyce technologicznej dobiera się metodę adekwatnie do rodzaju produktu, jego pH, zawartości wody i oczekiwanego czasu przechowywania. Dla ogórków konserwowych optymalne i zgodne z dobrą praktyką jest połączenie kwasu octowego z klasyczną pasteryzacją, a nie eksperymentowanie z liofilizacją, sterylizacją czy tyndalizacją.