Bisque to klasyczna, mocno esencjonalna zupa–krem wywodząca się z kuchni francuskiej, przygotowywana tradycyjnie na bazie skorupiaków, takich jak krewetki, homary, kraby czy langusty. Kluczowy jest właśnie surowiec – skorupiaki – oraz technika intensywnego miksowania i przecierania, dlatego zestaw „krewetki i blender” najlepiej oddaje istotę tego dania. W profesjonalnej kuchni najpierw mocno podsmaża się pancerze i głowy krewetek, często z dodatkiem mirepoix (marchew, seler, cebula), następnie zalewa się całość płynem (bulion, wino, czasem koniak), redukuje, a potem dokładnie miksuje blenderem i przeciera, żeby uzyskać gładką, aksamitną konsystencję. Bez urządzenia miksującego, takiego jak blender ręczny czy kielichowy, trudno uzyskać charakterystyczną teksturę bisque – kremową, jednolitą, bez grudek. W dobrych praktykach gastronomicznych dużą uwagę zwraca się na maksymalne wykorzystanie surowca: w bisque używa się nie tylko mięsa krewetek, ale przede wszystkim pancerzy, które oddają aromat i kolor. Z mojego doświadczenia dobrze jest też na końcu dodać odrobinę śmietanki kremówki i ewentualnie masła, żeby podbić smak i nadać bardziej jedwabistą strukturę. W wielu restauracjach stosuje się właśnie taki schemat technologiczny: podsmażenie skorupiaków, deglasowanie alkoholem, redukcja, miksowanie blenderem, przecieranie przez sito i wykończenie tłuszczem. Warto zapamiętać, że bisque to zawsze połączenie właściwego surowca (skorupiaki, tu krewetki) i odpowiedniej techniki przetworzenia, w której blender jest sprzętem praktycznie nie do zastąpienia.
Bisque to nie jest dowolna zupa rybna ani zwykły krem warzywny, tylko bardzo konkretny typ zupy–kremu wywodzącej się z kuchni francuskiej, oparty przede wszystkim na skorupiakach i intensywnym wyciąganiu smaku z pancerzy. Typowym błędem jest mylenie bisque z każdą potrawą z ryby albo mięsa i patrzenie tylko na rodzaj surowca, bez uwzględnienia techniki. Tuńczyk, choć jest rybą morską, używany jest raczej do steków, tatara, sałatek czy sushi; nie daje on charakterystycznego aromatu skorupiaków ani koloru, który uzyskuje się z podsmażonych pancerzy krewetek czy homara. Dodatkowo wok kojarzy się z kuchnią azjatycką i techniką stir-fry, a nie z długim gotowaniem wywaru i miksowaniem na krem, które są typowe dla bisque. Podobnie kurczak zupełnie nie pasuje do tej kategorii dań – na jego bazie przygotowuje się buliony, zupy klarowne, kremy drobiowe, ale nie klasyczne bisque, które w standardach gastronomicznych jest kojarzone jednoznacznie ze skorupiakami. Sformułowanie „kurczak i wilk” wygląda raczej jak gra słów niż realny zestaw surowiec–sprzęt, więc w praktyce technologicznej nie ma tu żadnego sensownego odniesienia. Polędwica z kolei to szlachetny element wołowy, idealny na steki, befsztyki czy tatara, oraz grill to urządzenie do obróbki suchej, wysokotemperaturowej. Z polędwicy i grilla nie uzyska się ani esencjonalnego wywaru ze skorupiaków, ani kremowej struktury, która definiuje bisque. Częstym błędem w myśleniu jest tu utożsamianie „wykwintnej nazwy” z dowolnym drogim mięsem – skoro danie brzmi francusko, to niektórzy automatycznie kojarzą je z polędwicą i grillem, co jest całkowicie oderwane od rzeczywistych technik kulinarnych. W poprawnym podejściu do tego typu pytania trzeba powiązać trzy rzeczy: produkt (skorupiaki, np. krewetki), technikę przygotowania (gotowanie, redukowanie, miksowanie, przecieranie) oraz sprzęt, który to umożliwia (blender). Dopiero takie połączenie daje prawidłowy trop i odróżnia bisque od innych zup i potraw mięsnych czy rybnych.