W tej sytuacji kluczowe jest rozróżnienie, kiedy wzywamy które służby. Utrata przytomności po upadku w zakładzie gastronomicznym to stan zagrożenia zdrowia, a nawet życia, więc zgodnie z zasadami pierwszej pomocy i przepisami BHP należy natychmiast wezwać pogotowie ratunkowe. To właśnie zespół ratownictwa medycznego jest przeszkolony do oceny stanu poszkodowanego, zabezpieczenia ewentualnych urazów głowy, kręgosłupa, złamań czy wstrząsu, a także do podjęcia czynności ratujących życie, jak udrożnienie dróg oddechowych czy resuscytacja krążeniowo-oddechowa. W gastronomii obowiązują standardy GHP i przepisy prawa pracy, które mówią jasno: w przypadku poważnego wypadku przy pracy pracownik nie może być sam transportowany przez kolegów np. samochodem prywatnym, bo to może pogorszyć uraz. Najpierw zabezpiecza się miejsce zdarzenia (żeby nikt inny się nie poślizgnął), sprawdza przytomność i oddech, wzywa kierownika lub osobę odpowiedzialną, a równolegle zgłasza się zdarzenie pod numer 112 lub bezpośrednio 999. Moim zdaniem w realnych warunkach kuchni dobrze jest mieć z góry ustaloną procedurę: kto dzwoni po pogotowie, kto udziela pierwszej pomocy, a kto zabezpiecza stanowisko pracy. To bardzo ułatwia działanie w stresie. W wielu lokalach podczas szkoleń BHP podkreśla się, że nawet jeśli poszkodowany po chwili odzyska przytomność, przy urazach głowy i upadkach na twardą posadzkę i tak powinno się wezwać pogotowie ratunkowe, bo skutki mogą się ujawnić później. To jest po prostu bezpieczny i profesjonalny standard branżowy.
Sytuacja, w której pracownik kuchni poślizguje się na mokrej lub zatłuszczonej posadzce, upada i traci przytomność, jest klasycznym przykładem wypadku przy pracy wymagającego reakcji medycznej, a nie interwencji innych służb. Z punktu widzenia zasad BHP, przepisów Kodeksu pracy i dobrych praktyk w gastronomii, najważniejszym celem jest szybkie zapewnienie profesjonalnej pomocy medycznej, czyli wezwać pogotowie ratunkowe. Częsty błąd myślowy polega na tym, że przy każdym poważniej wyglądającym zdarzeniu ludzie odruchowo myślą o policji. Policja jednak zajmuje się głównie bezpieczeństwem publicznym, przestępstwami, wykroczeniami, zdarzeniami drogowymi. Wypadek na kuchni, bez udziału osób trzecich, to nie jest sprawa kryminalna, tylko wypadek przy pracy. Policja może być potrzebna dopiero przy śmiertelnym wypadku lub podejrzeniu przestępstwa, ale nie jako pierwsza służba do wezwania. Podobnie jest ze strażą pożarną – jej zadania to gaszenie pożarów, usuwanie skutków klęsk żywiołowych, zagrożeń chemicznych, technicznych czy ekologicznych. Sam upadek pracownika na śliskiej posadzce nie stanowi dla straży pożarnej sytuacji operacyjnej. Oczywiście, gdyby doszło równocześnie do pożaru oleju na patelni czy wycieku gazu, wtedy straż byłaby właściwym adresem, ale tutaj mamy typowy uraz medyczny. Pogotowie techniczne natomiast jest powołane do usuwania awarii instalacji – gazowych, elektrycznych, wodno-kanalizacyjnych, ciepłowniczych. To służba serwisowa, a nie ratownicza w sensie medycznym. Mylenie pogotowia technicznego z medycznym wynika często z samego słowa „pogotowie”, ale ich kompetencje są zupełnie inne. W realiach zakładu gastronomicznego prawidłowe postępowanie to: zabezpieczenie miejsca zdarzenia, ocena stanu poszkodowanego, powiadomienie przełożonego i natychmiastowe wezwanie pogotowia ratunkowego lub numeru alarmowego 112. Takie działanie jest zgodne z procedurami HACCP, zasadami bezpieczeństwa pracy i, moim zdaniem, jest po prostu najbardziej odpowiedzialne wobec pracownika.