Kolagen zawarty w mięsie podczas obróbki cieplnej faktycznie ulega termohydrolizie i to właśnie ten proces sprawia, że mięso staje się miękkie i bardziej soczyste. Termohydroliza to rozpad włókien kolagenowych pod wpływem jednoczesnego działania wysokiej temperatury i wody. W praktyce gastronomicznej oznacza to, że długie duszenie, gotowanie czy pieczenie w środowisku wilgotnym powoduje przemianę kolagenu w żelatynę. Żelatyna nadaje mięsu odczuwalną miękkość, a sosom i wywarom lekko galaretowatą, zawiesistą konsystencję. Dlatego twarde elementy tuszy, bogate w tkankę łączną, jak łopatka, goleń czy mostek, najlepiej poddawać długotrwałej obróbce w niższej temperaturze, z dodatkiem płynu. Moim zdaniem to jedna z kluczowych zasad technologii kulinarnej: nie ma sensu na siłę smażyć na szybko twardych kawałków, bo kolagen potrzebuje czasu, żeby się rozłożyć. W profesjonalnych kuchniach, zgodnie z dobrą praktyką, do dań duszonych wybiera się właśnie części z większą zawartością tkanki łącznej, żeby maksymalnie wykorzystać efekt termohydrolizy. Widać to też przy gotowaniu wywarów kostnych i bulionów – długie gotowanie na wolnym ogniu pozwala na przejście kolagenu do roztworu i powstanie esencjonalnej, żelującej bazy do sosów. W gastronomii to fundament: zrozumienie, że miękkość mięsa to nie przypadek, tylko wynik kontrolowanego rozkładu kolagenu w obecności wody i ciepła.
Mięknięcie mięsa podczas obróbki cieplnej jest ściśle związane z przemianami zachodzącymi w białkach tkanki łącznej, głównie w kolagenie, i nie ma nic wspólnego z większością pojęć, które pojawiły się w pozostałych odpowiedziach. Kluczowy proces to termohydroliza, czyli rozpad kolagenu w obecności wody pod wpływem temperatury, prowadzący do powstania żelatyny. To właśnie ta żelatyna sprawia, że mięso staje się kruche i łatwo się rozdziela. Częstym błędem jest mylenie różnych procesów termicznych, bo w kuchni dużo się dzieje naraz i łatwo skojarzyć coś na zasadzie „coś się rozkłada, więc pewnie to o to chodzi”. Dekstrynizacja dotyczy jednak skrobi, a nie białek kolagenowych. Jest to rozpad cząsteczek skrobi na mniejsze dekstryny, zachodzący np. przy wypieku pieczywa czy zasmażek, co wpływa na barwę i smak, ale nie ma wpływu na zmiękczanie włókien mięśniowych czy tkanki łącznej mięsa. Wytapianie kojarzy się słusznie z tłuszczem – to proces przechodzenia tłuszczu stałego w ciekły pod wpływem temperatury, np. przy wytapianiu słoniny czy boczku. Owszem, wytopienie tłuszczu może wizualnie zmienić strukturę kawałka mięsa, ale nie odpowiada za rozpad kolagenu i realne zmiękczenie tkanki łącznej. Jełczenie natomiast to proces niepożądany, związany z utlenianiem tłuszczów i psuciem się produktu, powodujący nieprzyjemny smak i zapach. To typowy przykład mylenia reakcji zachodzących podczas prawidłowej obróbki cieplnej z procesami degradacji i zepsucia. W dobrej praktyce gastronomicznej zawsze rozróżnia się te zjawiska: zmiękczanie mięsa wiąże się z kontrolowaną obróbką kolagenu, a nie z rozkładem skrobi, wytapianiem tłuszczu czy procesami jełczenia. Z mojego doświadczenia wynika, że zrozumienie, które reakcje dotyczą białek, które tłuszczów, a które węglowodanów, bardzo porządkuje wiedzę i pomaga unikać takich pomyłek.