Z podanego normatywu surowcowego jasno wynika, że chodzi o bejcowanie mięsa. Mamy tu klasyczny skład marynaty: mięso (łopatka wieprzowa bez kości), woda, ocet, cebula oraz przyprawy: sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie. Bejca to właśnie zalewa z dodatkiem kwasu (najczęściej ocet lub wino), przypraw korzennych i warzyw, w której mięso dojrzewa przez określony czas. Taki sposób postępowania stosuje się głównie do mięs twardszych, z większą ilością tkanki łącznej, żeby je skruszyć, poprawić smak i częściowo zabezpieczyć mikrobiologicznie. Ocet obniża pH, co ogranicza rozwój wielu drobnoustrojów, a jednocześnie zmiękcza włókna mięśniowe. Z mojego doświadczenia bejcowanie świetnie sprawdza się przy łopatce, karkówce, dziczyźnie, wołowinie na pieczeń – po kilkunastu godzinach w bejcy mięso jest wyraźnie bardziej soczyste i aromatyczne. W praktyce gastronomicznej ważne jest zachowanie odpowiednich proporcji wody do octu oraz kontrola czasu bejcowania, żeby mięso nie stało się zbyt kwaśne ani zbyt miękkie na powierzchni. W lokalach stosuje się zazwyczaj chłodne warunki przechowywania bejcowanego mięsa (lodówka 0–4°C) oraz naczynia z materiałów odpornych na działanie kwasów (stal nierdzewna, szkło, tworzywo dopuszczone do kontaktu z żywnością). W normatywach surowcowych właśnie taki układ składników, z wyszczególnieniem octu i przypraw korzennych, jest typowym sygnałem, że technologią przewidzianą do utrwalenia i przygotowania mięsa jest bejcowanie, a nie zwykłe solenie czy peklowanie.
W przedstawionym normatywie surowcowym kluczowe jest dokładne przyjrzenie się składowi zalewy. Pojawia się woda, wyraźna ilość octu, cebula oraz przyprawy korzenne: liść laurowy, ziele angielskie, pieprz. Taka kombinacja wskazuje na bejcę, czyli marynatę kwasową, a nie na klasyczne solenie, peklowanie czy pasteryzowanie. Bardzo częsty błąd polega na tym, że każdą metodę z dodatkiem soli traktuje się jako solenie albo peklowanie. Tymczasem solenie to głównie wysoka zawartość soli kuchennej, na sucho lub w solance, bez obowiązkowego dodatku octu. Jego głównym celem jest odwodnienie powierzchni mięsa i stworzenie środowiska o wysokim stężeniu soli, które hamuje rozwój drobnoustrojów. W recepturze z pytania nie ma podanej ilości soli w kilogramach czy gramach, a jedynie „do smaku”, co jest typowe bardziej dla marynaty smakowej niż dla procesu konserwującego solą. Peklowanie z kolei opiera się na użyciu peklosoli (mieszanina soli kuchennej i azotynu sodu) w ściśle określonych dawkach, zwykle z dodatkiem cukru i ewentualnie przypraw. Celem jest nie tylko utrwalenie, ale też uzyskanie charakterystycznej barwy i smaku wyrobów wędliniarskich. W normatywie nie ma azotynu, brak też typowych parametrów peklowania, jak stężenie solanki czy czas peklowania w godzinach lub dobach. Pasteryzowanie natomiast jest procesem cieplnym, polegającym na ogrzaniu produktu do określonej temperatury przez określony czas, zwykle w opakowaniu jednostkowym (słoiki, puszki, osłonki). Skład surowcowy sam w sobie nie mówi o pasteryzowaniu, bo o tej metodzie decyduje technologia obróbki cieplnej, a nie lista przypraw. W omawianym przykładzie mamy typową bejcę: kwas (ocet), wodę, warzywa i przyprawy aromatyczne, stosowaną do marynowania i wstępnego utrwalenia mięsa przed dalszą obróbką kulinarną. Warto wyrobić sobie nawyk czytania normatywów „ze zrozumieniem technologicznym” – patrzymy nie tylko na samą sól, ale na obecność składników zakwaszających, azotynów, proporcje i cel technologiczny całej mieszanki.