Pęcznienie fasoli podczas moczenia to klasyczny przykład osmozy, czyli samorzutnego przenikania wody przez półprzepuszczalną błonę komórkową z roztworu o mniejszym stężeniu do roztworu o większym stężeniu. W środku komórek fasoli znajduje się dużo związków rozpuszczalnych: białka, cukry, składniki mineralne. Na zewnątrz mamy wodę, zazwyczaj o niższym stężeniu tych substancji. Z punktu widzenia fizjologii roślin i technologii żywności, woda dąży do wyrównania stężeń, więc wnika do wnętrza ziarna, powodując jego napęcznienie. To nie jest ani dojrzewanie, ani oddychanie, ani hydroliza – to czysto fizyczne zjawisko transportu wody. W praktyce gastronomicznej ma to duże znaczenie: prawidłowe moczenie fasoli (najczęściej w zimnej wodzie przez kilka-kilkanaście godzin) pozwala na równomierne uwodnienie tkanek, skraca czas gotowania, poprawia strukturę ziarna i ogranicza pękanie skórki podczas obróbki cieplnej. Moim zdaniem każdy, kto pracuje w kuchni, powinien rozumieć, że jeśli dodamy do wody sól lub mocno kwaśny składnik już na etapie moczenia, zmieniamy warunki osmotyczne i fasola może pęcznieć wolniej, nierównomiernie albo zostać twarda po ugotowaniu. W profesjonalnych kuchniach często stosuje się kontrolowane moczenie właśnie po to, żeby dzięki osmozie uzyskać powtarzalną teksturę strączków, co bezpośrednio przekłada się na jakość potraw, takich jak fasolka po bretońsku, gulasze warzywne czy pasty z fasoli.
Pęcznienie fasoli podczas moczenia wielu osobom kojarzy się z różnymi procesami biologicznymi, ale w tym wypadku kluczowe jest zrozumienie, co faktycznie zachodzi w ziarnie. Dojrzewanie to proces długotrwały, związany z rozwojem nasiona na roślinie, zmianą barwy, smaku, składu chemicznego i zdolności kiełkowania. Moczenie suchej fasoli w wodzie nie powoduje, że ziarno „dojrzewa”, tylko że odzyskuje wodę utraconą podczas suszenia. To już jest produkt do obróbki kulinarnej, a nie nasiono w fazie rozwoju. Czas moczenia liczony w godzinach nie ma nic wspólnego z tygodniami czy miesiącami potrzebnymi do biologicznego dojrzewania. Oddychanie natomiast faktycznie zachodzi w nasionach, szczególnie przy kiełkowaniu, ale nie ono jest odpowiedzialne za widoczne powiększanie objętości. Oddychanie to proces biochemiczny, w którym roślina zużywa tlen i związki energetyczne, uwalniając dwutlenek węgla i ciepło. Nie powoduje to napływu dużej ilości wody do wnętrza komórek. W gastronomii bardziej interesuje nas, żeby oddychanie nie było zbyt intensywne podczas przechowywania, bo może to pogarszać trwałość surowca, a nie żeby tłumaczyć nim pęcznienie. Hydroliza z kolei to rozkład związków chemicznych z udziałem wody, np. rozkład skrobi do cukrów prostszych czy białek do peptydów i aminokwasów. Owszem, w trakcie długiego moczenia i potem gotowania zachodzą pewne reakcje hydrolizy, ale one nie są główną przyczyną zwiększania objętości ziarna. To bardziej kwestia zmian w strukturze i przyswajalności składników odżywczych. Typowym błędem jest mylenie „dziania się czegoś z wodą” z każdym procesem, który tej wody dotyczy – a tutaj chodzi konkretnie o osmozę, czyli fizyczne przenikanie wody przez błony komórkowe fasoli. Z mojego doświadczenia w kuchni technikum wynika, że jak ktoś dobrze zrozumie różnicę między osmozą a hydrolizą, to od razu lepiej ogarnia, czemu fasoli nie solimy na początku gotowania i dlaczego etap moczenia jest tak ważny dla tekstury i czasu obróbki.