W suszeniu konwekcyjnym kluczowe jest właśnie gorące powietrze, które przepływa wokół produktu i odbiera z jego powierzchni wilgoć. To powietrze jest nośnikiem ciepła: ogrzewa produkt spożywczy, powoduje odparowanie wody z jego powierzchni, a następnie wynosi parę wodną poza komorę suszenia. Moim zdaniem warto to kojarzyć z piecem konwekcyjno-parowym czy suszarnią – zawsze chodzi o ruch gorącego medium gazowego. W technologii żywności przyjmuje się, że typowe suszenie konwekcyjne przebiega w podwyższonej temperaturze, często w zakresie 50–90°C, przy kontrolowanej prędkości przepływu powietrza i odpowiedniej wilgotności względnej powietrza suszącego. Dzięki temu można uzyskać stabilny mikrobiologicznie produkt, o obniżonej aktywności wody, który dłużej się przechowuje, np. suszone warzywa, owoce, makarony, pieczywo chrupkie. W praktyce gastronomicznej podobną zasadę wykorzystuje się przy suszeniu ziół w piecu z obiegiem powietrza, przy dosuszaniu grzanek czy suszeniu plastrów owoców do dekoracji deserów. Dobra praktyka mówi, żeby stosować umiarkowanie wysoką temperaturę i intensywną cyrkulację powietrza, aby nie spalić powierzchni produktu, tylko równomiernie odprowadzać wilgoć z całej objętości. Gorące powietrze w metodzie konwekcyjnej zapewnia też stosunkowo prostą kontrolę procesu: można regulować temperaturę, prędkość nadmuchu i czas, co przekłada się na jakość sensoryczną – barwę, smak, kruchość. W porównaniu z innymi metodami suszenia jest to technika dość ekonomiczna, łatwa do zastosowania w zakładach gastronomicznych i przemyśle, zgodna z typowymi standardami technologii żywności.
W suszeniu produktów spożywczych bardzo łatwo pomylić różne metody, bo wszystkie w jakiś sposób wiążą się z usuwaniem wody. W suszeniu konwekcyjnym kluczowe jest jednak to, że nośnikiem ciepła jest gorące powietrze w ruchu, a nie ekstremalnie niska temperatura, suchy lód czy para wodna. Suchy lód, czyli zestalone CO₂, wykorzystuje się raczej do szybkiego schładzania, zamrażania szokowego, tworzenia efektów dymu na sali czy utrzymania łańcucha chłodniczego. On nie służy do typowego suszenia konwekcyjnego, bo tam potrzebujemy dodatnie, podwyższone temperatury i kontrolowanego przepływu powietrza, a nie sublimacji lodu w bardzo niskiej temperaturze. Z kolei niska temperatura kojarzy się z liofilizacją, czyli suszeniem mroźniczym pod obniżonym ciśnieniem. To jest zupełnie inna technologia, bardziej skomplikowana i droga, stosowana w przemyśle, ale nie jest to klasyczna metoda konwekcyjna, której dotyczy pytanie. W liofilizacji mamy najpierw głębokie zamrożenie, a potem odparowanie lodu w próżni, więc całe zjawisko fizyczne i aparatura różnią się zasadniczo. Gorąca para wodna natomiast jest nośnikiem ciepła w innych procesach, np. w gotowaniu parowym, blanszowaniu czy pasteryzacji. Para nasycona lub przegrzana ma inne właściwości niż suche, gorące powietrze i w typowym suszeniu konwekcyjnym nie chodzi o bezpośrednie działanie pary, tylko o przepływ ogrzanego, stosunkowo suchego powietrza wokół produktu. Częsty błąd polega na tym, że utożsamia się każde ogrzewanie z parą wodną z suszeniem, tymczasem obecność dużej ilości pary w otoczeniu raczej utrudnia odparowanie wody z produktu, bo podnosi wilgotność względną. W standardach technologii żywności suszenie konwekcyjne jest definiowane właśnie przez gorące powietrze jako czynnik suszący, z kontrolą temperatury, wilgotności i prędkości przepływu, dlatego pozostałe odpowiedzi mijają się z istotą tej metody.