Minimalna temperatura przechowywania potraw w bemarze to 65 °C, ponieważ właśnie od tej wartości mówimy o tzw. „strefie bezpieczeństwa cieplnego” dla żywności. W praktyce gastronomicznej przyjmuje się, że powyżej 63–65 °C większość drobnoustrojów chorobotwórczych nie namnaża się, a ryzyko zatrucia pokarmowego jest zdecydowanie mniejsze. Bemar nie służy do dogotowywania potraw, tylko do ich przechowywania w stanie gorącym po obróbce cieplnej, aż do momentu wydania gościowi. Dlatego tak ważne jest, żeby temperatura była stabilna i regularnie kontrolowana termometrem kuchennym, a nie „na oko”. Z mojego doświadczenia w kuchni, jeżeli bemar ma mniej niż 65 °C, to potrawy zaczynają stygnąć, pojawia się ryzyko wchodzenia w tzw. strefę zagrożenia, czyli 5–60 °C, gdzie bakterie jak Salmonella czy Listeria mogą się szybko rozwijać. W dobrych praktykach GHP i systemie HACCP jasno się podkreśla konieczność utrzymywania potraw gorących powyżej 63 °C, a w wielu lokalach przyjmuje się właśnie 65 °C jako bezpieczne minimum operacyjne, bo daje to pewien margines bezpieczeństwa przy otwieraniu pokryw, mieszaniu czy dokładaniu porcji. Warto też pamiętać, że zbyt wysoka temperatura w bemarze może pogarszać jakość potrawy – wysuszać mięso, rozgotowywać warzywa, niszczyć strukturę sosów. Dlatego 65 °C to taki rozsądny kompromis między bezpieczeństwem mikrobiologicznym a zachowaniem jakości sensorycznej potraw. W praktyce kelnerskiej i kucharskiej oznacza to, że potrawy trafiają do gościa wciąż gorące, ale nie przypalone ani rozpadnięte, a lokal spełnia wymogi sanitarne i normy higieniczne.
W gastronomii bardzo często myli się pojęcie temperatury obróbki cieplnej z temperaturą przechowywania potraw w stanie gorącym. Bemar to urządzenie do podtrzymywania temperatury, a nie do gotowania, więc nie potrzebujemy tam wrzenia ani ekstremalnych wartości. Minimalna bezpieczna temperatura przechowywania potraw gorących to 65 °C, co wynika z zasad higieny żywności i systemów takich jak HACCP czy GHP. Utrzymywanie potraw w okolicach 30 °C jest skrajnie niebezpieczne mikrobiologicznie, bo to praktycznie środek tzw. strefy zagrożenia 5–60 °C. W tym zakresie bakterie chorobotwórcze mają idealne warunki do namnażania, a potrawa jest letnia, nieapetyczna i po krótkim czasie po prostu nie nadaje się do podania. Zdarza się, że ktoś myśli: „byle było ciepłe”, ale w gastronomii takie podejście jest nie do przyjęcia, bo prowadzi prosto do zatruć pokarmowych i problemów z sanepidem. Z drugiej strony wartości typu 100 °C czy nawet 120 °C też nie są właściwe dla bemaru. Tak wysokie temperatury są typowe dla gotowania, smażenia czy pracy pieca konwekcyjno-parowego, a nie dla przechowywania. Gdyby bemar pracował w okolicach wrzenia, potrawy bardzo szybko by się rozgotowywały, wysychały, przypalały w miejscach kontaktu z naczyniem i traciły wartość sensoryczną oraz odżywczą. Moim zdaniem to częsty błąd: skoro wysoka temperatura zabija bakterie, to „im więcej, tym lepiej”. W praktyce kuchennej trzeba znaleźć równowagę między bezpieczeństwem mikrobiologicznym a jakością produktu. Dlatego standardy branżowe i dobre praktyki mówią jasno – potrawy gorące przechowujemy w bemarze powyżej 63–65 °C, kontrolujemy temperaturę, nie przetrzymujemy dań zbyt długo i nie próbujemy zastępować procesu gotowania samym trzymaniem w bemarze. To nie jest urządzenie do obróbki, tylko do serwisu i utrzymania właściwej temperatury do momentu wydania.