Prawidłowo wskazany proces to jełczenie. Tłuszcze stałe, szczególnie te o wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, bardzo źle znoszą przechowywanie w zbyt wysokiej temperaturze i przy dostępie światła. Dochodzi wtedy do utleniania tłuszczu – tlen z powietrza reaguje z kwasami tłuszczowymi, powstają nadtlenki, aldehydy, ketony i inne związki odpowiadające za nieprzyjemny zapach i smak. W praktyce mówimy: tłuszcz zjełczał. W gastronomii jest to poważny błąd przechowywania, bo taki tłuszcz nie tylko pogarsza smak potraw, ale może też być szkodliwy dla zdrowia. Z mojego doświadczenia najczęściej widać to przy starym smalcu, margarynie czy tłuszczu do frytury trzymanym w ciepłej kuchni pod lampą. Dobre praktyki mówią jasno: tłuszcze przechowujemy w chłodnym, ciemnym miejscu, w szczelnie zamkniętych opakowaniach, z dala od źródeł ciepła i światła, najlepiej poniżej 10°C, jeśli producent tak zaleca. W zakładach gastronomicznych jest to też element systemów GHP i HACCP – kontrola warunków magazynowania tłuszczów, pilnowanie dat przydatności i rotacji (zasada FIFO), a także regularna ocena organoleptyczna: zapach, barwa, konsystencja. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby przy każdym otwarciu pojemnika z tłuszczem dosłownie „powąchać, rzucić okiem” – szybciej wyłapie się początki jełczenia i uniknie się psucia całej partii produktu lub całej serii potraw.
W tym zadaniu chodzi o zrozumienie, co się naprawdę dzieje z tłuszczami stałymi, kiedy są przechowywane w zbyt wysokiej temperaturze i przy dostępie światła. Typowy błąd polega na myleniu różnych pojęć technologicznych: koagulacji, emulgacji, rafinowania z procesem jełczenia. Koagulacja dotyczy głównie białek, a nie tłuszczów. Mówimy o koagulacji np. przy ścinaniu się białka jaja podczas ogrzewania albo przy produkcji twarogu. Tłuszcz może zmieniać konsystencję pod wpływem temperatury, ale nie nazywamy tego koagulacją w sensie technologicznym. Emulgacja to tworzenie emulsji, czyli układu dwóch niemieszających się cieczy, np. tłuszczu i wody, stabilizowanych emulgatorem (żółtko jaja, musztarda, lecytyna). To jest zjawisko pożądane przy produkcji majonezu, sosów emulsyjnych czy niektórych deserów, a nie efekt złego przechowywania tłuszczu stałego w magazynie. Rafinowanie z kolei to proces technologicznego oczyszczania tłuszczów w przemyśle spożywczym, prowadzony w rafineriach olejów, a nie w magazynie gastronomicznym. Obejmuje m.in. odśluzowanie, odkwaszanie, odbarwianie czy odwanianie, ale wymaga specjalistycznych urządzeń i ściśle kontrolowanych warunków. Mylenie tego ze zwykłym przechowywaniem w magazynie jest po prostu nieporozumieniem. W warunkach opisanych w pytaniu – temperatura powyżej 10°C i dostęp światła – zachodzi przede wszystkim utlenianie i autooksydacja tłuszczu, czyli właśnie jełczenie. To stopniowy proces psucia, który można przyspieszyć wysoką temperaturą, światłem, dostępem powietrza i obecnością metali (np. nieodpowiednich naczyń). Dlatego w dobrej praktyce gastronomicznej tak mocno podkreśla się właściwe warunki magazynowania tłuszczów: chłód, ciemność, szczelne opakowanie i pilnowanie czasu przechowywania. Ignorowanie tego prowadzi do powstawania nieprzyjemnych zapachów, gorzkiego posmaku i po prostu obniżenia jakości całej produkcji kuchni.