Największą ilość witaminy C w truskawkach udaje się zachować właśnie dzięki zamrażaniu. Niska temperatura bardzo silnie spowalnia reakcje utleniania i rozkładu kwasu askorbinowego, czyli witaminy C. W praktyce gastronomicznej przyjmuje się, że szybkie mrożenie owoców (tzw. zamrażanie szokowe lub po prostu możliwie szybkie obniżenie temperatury do ok. –18°C) jest jedną z najlepszych metod utrwalania owoców miękkich pod względem wartości odżywczej. Moim zdaniem to w kuchni taki złoty standard, jeśli ktoś chce mieć „prawie świeże” truskawki w środku zimy. Ważne jest też, że przy zamrażaniu nie stosuje się wysokiej temperatury, więc nie niszczymy termolabilnych składników, jak właśnie witamina C, niektóre barwniki czy związki aromatyczne. Warto pamiętać o kilku detalach praktycznych: truskawki przed zamrożeniem trzeba delikatnie umyć, dobrze osuszyć i usunąć szypułki, żeby ograniczyć zamarzanie nadmiaru wody na powierzchni. Dobrą praktyką jest też mrożenie owoców w pojedynczej warstwie na tacy, a dopiero potem przesypanie ich do woreczka lub pojemnika – wtedy się nie sklejają w jedną bryłę i łatwiej je porcjować. W gastronomii używa się profesjonalnych zamrażarek lub szokówek, ale w warunkach domowych zwykła zamrażarka też daje radę, byle nie rozmrażać i ponownie nie zamrażać owoców, bo to mocno pogarsza zarówno strukturę, jak i zawartość witaminy C. Dobrze zamrożone truskawki nadają się potem do koktajli, deserów, musów, sosów do ciast, a pod względem zawartości witaminy C są zdecydowanie lepsze niż np. pasteryzowane przetwory czy długo gotowane dżemy.
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo każda z metod utrwalania brzmi „profesjonalnie”, ale jeśli spojrzymy na zachowanie witaminy C, to sytuacja wygląda dość jasno. Witamina C jest związkiem bardzo wrażliwym na temperaturę, tlen i długotrwałe przechowywanie w niekorzystnych warunkach. Dlatego wszystkie procesy cieplne, szczególnie prowadzone w wysokiej temperaturze i przez dłuższy czas, powodują jej wyraźny ubytek. Suszenie wielu osobom kojarzy się z dobrą metodą utrwalania owoców, i faktycznie dobrze usuwa wodę, ogranicza rozwój mikroorganizmów i może być wygodne. Natomiast klasyczne suszenie konwekcyjne odbywa się zazwyczaj w temperaturze kilkudziesięciu stopni, często 50–70°C, a to już zdecydowanie szkodzi witaminie C. Dodatkowo proces trwa długo, a im dłużej owoc ma kontakt z tlenem w podwyższonej temperaturze, tym szybciej kwas askorbinowy się utlenia. Dlatego suszone truskawki są fajne jako przekąska czy dodatek do musli, ale nie jako sposób na maksymalne zachowanie witaminy C. Pasteryzacja to typowa obróbka cieplna, stosowana przy produkcji dżemów, soków, musów. Wymaga podgrzania produktu do temperatury zwykle powyżej 80°C, często w okolicach 90–100°C, co skutecznie niszczy drobnoustroje, ale jednocześnie powoduje znaczące straty witaminy C. W praktyce oznacza to, że przetwory truskawkowe po pasteryzacji mają zdecydowanie mniej tej witaminy niż świeży czy mrożony owoc. To jest typowy błąd myślowy: skoro przetwór jest „domowy i zdrowy”, to musi mieć dużo witamin. Niestety technologia robi swoje. Ultrafiltacja z kolei jest zaawansowaną metodą membranową stosowaną głównie w przemyśle spożywczym do klarowania, zagęszczania lub frakcjonowania płynów, np. serwatki czy soków, a nie do utrwalania całych owoców. To nie jest praktyczna metoda do przechowywania truskawek na zimę w gastronomii czy w domu. W tym pytaniu kluczowe jest zrozumienie, że aby zachować witaminę C, trzeba unikać wysokiej temperatury i długiego ogrzewania, dlatego spośród podanych opcji tylko zamrażanie spełnia te warunki w pełni i jest zgodne z dobrymi praktykami technologicznymi.