Utrata jędrności owoców i warzyw podczas przechowywania jest przede wszystkim związana z wysychaniem, czyli stopniową utratą wody z tkanek roślinnych. Komórki roślinne są jak małe „worki” wypełnione sokiem komórkowym. Dopóki mają odpowiednią ilość wody, ściana komórkowa jest napięta, a surowiec pozostaje chrupki i sprężysty. Kiedy woda odparowuje, ciśnienie turgorowe spada, komórki wiotczeją i cały produkt robi się miękki, pomarszczony, taki trochę „zwiędnięty”. W praktyce gastronomicznej świetnie to widać na sałacie, marchwi, ogórkach czy jabłkach przechowywanych bez odpowiedniej wilgotności lub luzem w chłodni. Z mojego doświadczenia najczęściej winne jest zbyt niskie nawilżenie powietrza w magazynie lub zbyt długie przechowywanie bez opakowania ochronnego. Dobre praktyki branżowe mówią jasno: świeże warzywa i owoce powinny być przechowywane w warunkach kontrolowanej temperatury i wilgotności względnej, często w zakresie 85–95%, w zależności od gatunku. Stosuje się też opakowania ograniczające parowanie, np. folie perforowane, skrzynki z wkładkami, a w dużych obiektach – komory o kontrolowanej atmosferze. W gastronomii warto pamiętać, żeby nie trzymać warzyw zbyt długo w wentylowanych szafach chłodniczych bez zabezpieczenia, bo straty masy przez wysychanie przekładają się nie tylko na utratę jędrności, ale też na gorszy wygląd i mniejszy uzysk porcji. Moim zdaniem umiejętność oceny stopnia odwodnienia surowca to jedna z praktycznych kompetencji dobrego kucharza – po samej powierzchni i dotyku można od razu poznać, czy produkt był dobrze przechowywany.
Utrata jędrności owoców i warzyw to zjawisko, które bardzo łatwo pomylić z innymi procesami zachodzącymi w czasie przechowywania, ale jego główną przyczyną nie jest ani kiełkowanie, ani dojrzewanie, ani samozagrzewanie. Podstawowy mechanizm polega na ubytku wody z komórek roślinnych, co prowadzi do spadku turgoru, a więc do wiotczenia tkanek. Często myli się to z dojrzewaniem, bo owoce w trakcie dojrzewania rzeczywiście robią się bardziej miękkie, jednak ten proces dotyczy głównie przemian biochemicznych: rozkładu pektyn, skrobi, zmian zawartości cukrów, kwasów i aromatów. Dojrzewanie może wpływać na konsystencję, ale typowe „zwiędnięcie”, pomarszczona skórka czy gumowata struktura marchwi czy sałaty wynikają przede wszystkim z wysychania, a nie z samego dojrzewania. Kiełkowanie również bywa podejrzewane o powodowanie utraty jędrności, zwłaszcza w przypadku ziemniaków czy cebuli. W rzeczywistości kiełkowanie to uruchomienie procesów życiowych bulwy lub cebuli, które zużywają substancje zapasowe, głównie skrobię. Produkt traci wartość technologiczną i odżywczą, zmienia smak i wygląd, ale sam akt kiełkowania nie jest głównym czynnikiem powodującym wiotczenie tkanek tak, jak robi to utrata wody. Samozagrzewanie natomiast dotyczy raczej dużych mas surowców, np. warzyw składowanych w pryzmach, zbóż czy pasz, gdzie na skutek intensywnego oddychania i procesów mikrobiologicznych rośnie temperatura wewnątrz masy. Może to prowadzić do zepsucia, rozwoju mikroflory, nawet ryzyka psucia gnilnego, ale samo w sobie nie jest bezpośrednim mechanizmem odpowiedzialnym za utratę jędrności pojedynczego owocu czy warzywa. Typowy błąd myślowy polega na łączeniu każdego zmiękczenia z dojrzewaniem albo z procesami biologicznymi, podczas gdy w praktyce gastronomicznej kluczowe jest zrozumienie, że brak odpowiedniej wilgotności powietrza i niewłaściwe warunki przechowywania prowadzą do wysychania, a to właśnie ono odpowiada za efekt „zwiędnięcia” i spadku jakości surowca. Dlatego w standardach przechowywania warzyw i owoców tak mocno podkreśla się kontrolę wilgotności względnej i właściwe opakowanie, a nie samo ograniczanie dojrzewania czy kiełkowania.