Wybrałeś dokładnie tę odpowiedź, która jest zgodna z zasadami geodezyjnymi i ogólnymi regułami statystyki pomiarowej. Błąd średni położenia punktu (oznaczany jako mp) w przypadku znajomości błędów średnich współrzędnych (mx i my) oblicza się, stosując twierdzenie Pitagorasa. Wynika to wprost z faktu, że położenie punktu w przestrzeni dwuwymiarowej jest zależne od obu tych składowych jednocześnie, a błędy są traktowane jako niezależne od siebie. Dlatego stosujemy wzór mp = ±√(mx² + my²), czyli zsumowanie kwadratów błędów i wyciągnięcie pierwiastka z tej sumy. To podejście jest powszechnie zalecane w instrukcjach technicznych Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii, a także w normach międzynarodowych (na przykład ISO 19116 dotycząca jakości danych przestrzennych). W praktyce, przy wyznaczaniu dokładności punktów osnowy realizacyjnej, prawidłowe określenie mp jest kluczowe, bo wpływa bezpośrednio na późniejsze pomiary sytuacyjne i wysokościowe. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele błędów w projektach geodezyjnych bierze się z nieprawidłowego rozumienia sposobu łączenia tych niepewności i próby ich upraszczania — a potem są schody na etapie odbioru dokumentacji. Warto też pamiętać, że analogiczne zasady stosuje się przy analizie błędów w innych dziedzinach inżynierskich, gdzie dobiera się metody oceny niepewności dla wielkości składowych niezależnych. Dobrze, że to opanowałeś, bo to podstawa rzetelnego operowania punktami osnowy – bez tego ani rusz w profesjonalnej geodezji.
Dość często można spotkać się z próbami uproszczenia rachunku błędów przez zwykłe dodawanie, uśrednianie lub wręcz dzielenie błędów poszczególnych współrzędnych, ale to niestety prowadzi na manowce. Na pierwszy rzut oka takie podejścia mogą wydawać się logiczne – przecież skoro są dwa błędy, to może wystarczy je dodać lub uśrednić? Jednak w praktyce geodezyjnej oraz w analizie statystycznej taka metoda nie ma uzasadnienia. Błąd średni położenia punktu, oznaczany jako mp, powinien być liczony jako pierwiastek z sumy kwadratów błędów średnich współrzędnych (czyli mp = ±√(mx² + my²)). Wynika to z faktu, że te składowe błędów są niezależne i rozkład niepewności jest dwuwymiarowy – taką metodę zalecają wszystkie instrukcje geodezyjne i standardy branżowe. Gdybyśmy dodawali błędy (2 mm + 3 mm = 5 mm) lub uśredniali je ((2 mm + 3 mm)/2 = 2,5 mm), otrzymalibyśmy zupełnie fałszywy obraz dokładności położenia punktu, zniekształcając ryzyko błędu. Jeszcze mniej poprawne jest obliczanie pierwiastka z ilorazu kwadratów tych błędów, bo taka operacja nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia w teorii rachunku błędów – to już jest pomyłka czysto matematyczna, wynikająca chyba z nieporozumienia, jak traktować niepewności składowych. Tego typu uproszczenia prowadzą do poważnych nieścisłości w dokumentacji technicznej, a co gorsza – mogą skutkować wadliwym wyznaczeniem punktów na budowie. Z mojego doświadczenia wynika, że dokładność położenia punktów osnowy realizacyjnej stanowi jeden z najczęstszych punktów kontroli podczas odbioru robót geodezyjnych, więc warto rozumieć, dlaczego łączny błąd liczy się właśnie w ten sposób. Jeżeli chodzi o praktykę – zawsze, gdy analizujesz błędy współrzędnych X oraz Y, stosuj pierwiastek z sumy kwadratów i trzymaj się tej zasady, bo to daje najbardziej rzetelny obraz niepewności wyznaczenia pozycji punktu.