Kliny montażowe to takie małe, ale bardzo ważne narzędzia przy zakładaniu paneli podłogowych. Dzięki nim tworzy się szczelina dylatacyjna, która ma odpowiednią szerokość. Ta szczelina jest istotna, bo pozwala panelom na rozszerzanie się i kurczenie w zależności od temperatury i wilgotności. Używa się ich w różnych typach podłóg, niezależnie czy to laminowane, winylowe czy drewniane. Normy branżowe, jak te z ISO, mówią jasno, że dylatacja jest konieczna, żeby uniknąć problemów jak pęknięcia czy odkształcenia. Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze włożone kliny sprawiają, że podłoga wytrzymuje dłużej i lepiej wygląda. Takie podejście to absolutny standard, którego nie warto lekceważyć.
Jak się przyjrzeć błędnym odpowiedziom, to widać, że niektóre z nich biorą się z mylnych przekonań o montażu paneli. Mijankowe połączenie, co prawda, bywa używane w różnych sytuacjach, ale nie łączy się bezpośrednio z klinami montażowymi, które mają swoją rolę w zapewnieniu odpowiedniej dylatacji. Mijanka to bardziej kwestia estetyki niż funkcjonalności. Jeśli chodzi o izolacyjność cieplną, to kliny nie pomagają w tej kwestii, bo są od dylatacji, a nie od ocieplania. Równe podłoże to też nie ich zadanie, bo kliny nie wyrównują powierzchni, lecz robią przestrzeń na ruch paneli. Dlatego brak zrozumienia, po co są kliny, może prowadzić do złego montażu, a w efekcie do problemów jak pęknięcia czy odkształcenia. Ważne, żeby wiedzieć, że ta szczelina dylatacyjna to podstawa dla trwałości i estetyki podłogi, a kliny montażowe to praktyka, o której nie można zapominać.