Twoja odpowiedź o kodowaniu Manchester jest jak najbardziej trafna. Wiesz, ta metoda jest super, bo zmienia bity w sygnał w konkretnych momentach. Jak mamy zero, to sygnał przechodzi z niskiego na wysoki, a dla jedynki jest odwrotnie – z wysokiego na niski, w połowie czasu bitu. To się nazywa synchronizacja, więc nadawca i odbiorca są jakby w parze. Co więcej, kodowanie Manchester sprawia, że sygnał jest bardziej odporny na zakłócenia, co jest naprawdę ważne, szczególnie w sieciach Ethernet. Historia mówi, że G.E. Thomas wpadł na ten pomysł w 1949 roku! To był ogromny krok w stronę lepszej komunikacji. A tak w ogóle, bardzo często to kodowanie jest stosowane w różnych branżach, co czyni je mega praktycznym wyborem w projektach, gdzie liczy się jakość. Dobrze, że to wiedziałeś!
Wybór innej metody kodowania, jak pseudoternary, B8ZS czy AMI, to nie jest najlepsza decyzja w tym przypadku. Wiesz, każda z tych metod działa inaczej i nie pasuje do opisu kodowania Manchester. Pseudoternary na przykład zmienia sygnał pomiędzy dwoma stanami, więc nie zawsze można rozpoznać bity. To sprawia, że jest mniej odporna na zakłócenia. Kod B8ZS w systemach T1 wprowadza dodatkowe elementy sygnału, żeby zniwelować długie ciągi zer, a w Manchesterze nie ma tego problemu – każdy bit ma swoją wyraźną zmianę. Jeśli chodzi o AMI, to tam poziomy sygnału dla '1' mają zapewnić równowagę średnią, ale to z kolei różni się od Manchesteru, gdzie każda zmiana sygnału jest kluczowa. Jak widzisz, te pomyłki mogą prowadzić do niewłaściwego wyboru, co w efekcie wpływa na jakość transmisji danych w systemach komunikacyjnych.