Zdecydowanie dobra robota, bo właśnie taki sposób liczenia błędu średniego położenia punktu jest zgodny z tym, jak się to robi w praktyce geodezyjnej i szerzej – w naukach technicznych. Wzór m_P = ±√(mx² + my²) wynika z tego, że błędy w obu osiach traktujemy jako niezależne i sumujemy ich wariancje. To taka podstawa rachunku błędów, którą stosuje się chociażby przy opracowywaniu wyników pomiarów w osnowie realizacyjnej czy kontrolnej. Taki sposób obliczania tzw. błędu średniego położenia jest zalecany przez rozporządzenia Głównego Geodety Kraju i stosowany powszechnie w projektowaniu i analizie dokładności sieci geodezyjnych. W praktyce wyobraź sobie, że punkt P to gwóźdź w betonowej płycie – jego dokładność określamy poprzez łączny błąd wyznaczony na podstawie obu współrzędnych i tylko wtedy dostajemy sensowną miarę jego niepewności położenia. Ta metoda jest szybka, uniwersalna i nie prowadzi do niedoszacowania ani przeszacowania błędu. Bardzo często spotyka się ją też w oprogramowaniu geodezyjnym, w raportach z wyrównań, a także podczas kontroli jakości pomiarów. Osobiście zawsze zwracam uwagę, żeby nie opierać się na prostych średnich czy sumach, bo to prowadzi do błędów interpretacyjnych. Warto zapamiętać, że pierwiastek z sumy kwadratów to taki nasz geodezyjny chleb powszedni przy ocenie niepewności położenia.
W tej sytuacji bardzo łatwo pomylić się, bo odpowiedzi wyglądają dość podobnie, a różnice w sposobie liczenia mogą wydawać się subtelne. Jednak tylko jedna metoda jest zgodna z zasadami rachunku błędów, które są wykorzystywane w geodezji i wielu innych dziedzinach technicznych. W praktyce błąd średni położenia punktu, czy to w osnowie, czy podczas wyznaczania współrzędnych w dowolnym układzie, należy wyliczać jako pierwiastek z sumy kwadratów błędów średnich poszczególnych współrzędnych, czyli m_P = ±√(mx² + my²). Częstym błędem myślowym jest uśrednianie tych dwóch wartości przez ich dodanie i podzielenie przez dwa – taka metoda nie ma uzasadnienia w rachunku błędów, bo zakłada, że błędy w obu osiach są ze sobą powiązane w sposób liniowy, podczas gdy w rzeczywistości traktuje się je jako niezależne. Z kolei samo dodanie błędów bez żadnego pierwiastka czy uśrednienia prowadzi do ewidentnego przeszacowania niepewności – praktyka i standardy branżowe tego nie przewidują, bo każda współrzędna wnosi do końcowego błędu swoją wariancję, a nie wartość bezwzględną. Jeszcze inne podejście, takie jak pierwiastek z ilorazu kwadratów, jest zupełnie niepoprawne, bo nie ma żadnego uzasadnienia statystycznego i nie występuje w żadnej metodologii geodezyjnej – ten wzór wręcz zmyśla regułę, której nie ma. Moim zdaniem takie pomyłki wynikają z nieznajomości bądź przeoczenia podstawowych zasad analizowania niepewności pomiarowych, czasami też z pośpiechu lub nadmiernego uproszczenia tematu. Warto więc pamiętać, że suma kwadratów i pierwiastek to podstawa wszędzie tam, gdzie błędy są niezależne i sumują się w sensie energetycznym, nie liniowym. To się sprawdza zarówno przy pomiarach długości, przy wyznaczaniu punktów osnowy, jak i w dalszych obliczeniach geodezyjnych.